poniedziałek, 24 grudnia 2012

Od Jamesa - CD historii Skayres

Leżałem sobie w mojej jaskini rozmyślając jak co dzień o Skayres... Czułem, że między nami coś jest, coś więcej niż przyjaźń - jakaś chemia. Gdy tak rozmyślałem o waderze usłyszałem jej anielski głos. Zaprosiłem ją do jaskini i zaczęliśmy rozmawiać o wojnie, która wydarzyła się nie dawno. Skay strasznie martwiła się, że mogą wybić watahę, a ja próbowałem ją nieco uspokoić. Po jakimś czasie temat wojny zniósł się na temat naszej niezwykłej przyjaźni. Nie zauważyłem kiedy byliśmy ze Skay przytuleni, a ona miała głowę wtuloną w mój tors...
- Skay...? - zacząłem.
- Tak?
- Myślałaś kiedyś o nas, ale nie w sensie, że o przyjaźni...
- A w jakim sensie?
- Jako para?
Po tych słowach spojrzeliśmy w sobie w oczy, a nasze usta było coraz bliżej siebie... Miałem ochotę pocałować ją tu i teraz, a później wyznać co do niej czuję lecz przerwał nam Tsume.
- Tsume, po co przyszedłeś? - spytała Skay.
- Wilki...Dużo wilków...To nie koniec...Zbliżają się...Wojna! - jąkał się.
- CO?! - wykrzyknęliśmy razem.

~Jak rozpoczęła się wojna już pewnie wiecie z innych opowiadań~

Wojna była masakryczna! Co chwilę obrywałem krwią lub co gorsza, kawałkami jakiegoś wilka! Na całe szczęście większość naszych była cała i zdrowa (nie licząc licznych ran i zadrapań). Co chwilę rzucało się na mnie kilkoro basiorów lecz dzięki żywiole elektryczności paraliżowałem ich lub piekłem. Nim zdążyłem spostrzec walczyłem z 6 wilkami na raz! Radziłem sobie dobrze do czasu, gdy wszyscy na mnie skoczyli miażdżąc mnie tak, że nie potrafiłem oddychać. Nagle spomiędzy ciał leżących na mnie ujrzałem oślepiający blask. Co dziwne - miałem przeczucie, że ten blask mnie uratuje. Nie minąłem się z prawdą. Światło się zatrzymało i ogromną falą wody, która porwała wrogów. Z blasku wyłoniła się Skayres. Podbiegła do mnie i chwyciła mnie, bym też nie odpłynął.
- James! James! - krzyczała. - Nic Ci nie jest?! - byłem trochę oszołomiony, ale rozumiałem słowa.
- Yhym... - odparłem łapczywie wdychając powietrze.
- O matko! Tak bardzo się martwiłam! - powiedziała przytulając mnie. Jak zawsze, gdy była blisko mnie zarumieniłem się i również ją przytuliłem.
- Nawet nie wiesz jak ja martwiłem się o ciebie... - dodałem i otwarłem oczy. Zauważyłem, że jakaś wadera kulą ognia chciała zaatakować Skayres w plecy. Nie mogłem na to pozwolić. Gdy rzuciła kulą ognia chwyciłem waderę (Skay) za ramiona i przekręciłem, by to we mnie walnęła ta kula. W chwili, gdy kula mnie trawiła Skay o mało oczy "nie wyskoczyły".
- James! - krzyknęła. Miałem całe poparzone plecy. Skay chciała mnie wyleczyć wodą wpuszczając w ranę wodne węże lecz to tylko popiekło jak chole*ra. Oczywiście potrafiłem stać i walczyć, ale najmniejsze uderzenie w plecy mogłoby mnie zabić.
- Nie musiałeś tego robić. - powiedziała pomagając mi wstać.
- Musiałem... Inaczej ty byś dostała. - dodałem lekko elektryzując sobie plecy z nadzieją, że je sparaliżuje i nie będę czuć bólu.
- James, uważaj!
- Na co? - zapytałem odwracając się. Teraz ta sama wadera celowała we mnie, jednak ja rzuciłem w nią kulą wody po czym, kulą prądu. - To chyba nie najlepsza pora na rozmowy.
- Jasne. - poparła wadera i zaczęliśmy się znów bić, oczywiście z wrogami. Postanowiłem, że po bitwie powiem szczerze Skay co do niej czuję... Nawet jeśli ona tego nie odwzajemni.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz