Youka wpuściła do jaskini jakiegoś wilka. Jak się potem okazało, byt to Derek. Chyba przypadkiem urwał "parawan". Spojrzeliśmy na siebie nawzajem. Przywitaliśmy się i basior nam pogratulował.
-Jak się nazywają?-spytał wskazując na nasze szczeniaki. -No właśnie, jak?-zapytałam z uśmiechem Lucasa. -Ja tą mniejszą nazwałbym Fressia. Podoba mi się to imię. -Dobrze. Tą białą nazwijmy Alyssa. Szwagierka mojej siostry ma tak na imię. A wiesz, muszę cię przedstawić mojej rodzinie. Jeszcze nie miałam okazji. Maluchy oczywiście też. Tak więc to Fressia, a to Alyssa-powiedziałam do Dereka. -Ładne imiona. -Dziękujemy. Rozmowa jakoś się nie kleiła, więc zażartowałam: -Patrz jak Aly się a ciebie patrzy. Spodobałeś się jej. Razem z Lucasem zaśmialiśmy się, ale basior nie był chyba chętny do żartów. -Co ci się stało w łokieć?-zapytał Lucas. -Jakiś wilk mnie pier..uderzył-powiedział pewnie przypominając sobie o obecności szczeniaków. -Boli? -Trochę.. Da się wytrzymać. W tym momencie do jaskini weszła Youka. -Możecie już wracać do siebie. Omega dobrze zniosła poród. Jeszcze raz gratulacje - uśmiechnęła się. Lucas pomógł mi wstać, wzięliśmy szczeniaki na grzbiet i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Alyssa zaczęła płakać ciągle patrząc na Dereka. -Kochanie, idziemy-szepnęłam jej do uszka. Medyczka zaczęła już opatrywać rannego basiora, a moja córka wciąż tam kierowała swój wzrok. Może tak poruszył ją widok krwi? A może naprawdę Derek jej się spodobał? Ta myśl wydała mi się absurdalna więc natychmiast odsunęłam ją. Podeszłam z małą waderą do basiora i poprosiłam by ją przytulił. Chyba ie było na miejscu żeby marudził więc gdy tylko Youka go opatrzyła pogłaskał Aly po głowie, a jej po policzku spłynęła ostatnia łza. Dziwne... Nagle przestała płakać. < Derek?> | |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz