Rano obudził mnie podmuch ciepłego, przyjemnego wiatru.Czułam, że ten dzień
będzie wyjątkowy. Wyczesałam futro, umyłam pysk poranną rosą i wpięłam we włosy
piękny, kwiat Lilli. Wyszłam z jaskini i spojrzałam na błękitne niebo. Słońce
świeciło bardzo mocno, lecz ciepło było przyjemne i znośne. Spacerowałam po
głównym terenie i spotkałam Modestę. Rozmawiałyśmy chwilę. O pogodzie, o
wilkach, o wygranej i innych duperelkach. Nagle w serce wdarła mi się jakby
rana. Przypomniałam sobie o Inari..., w której spędzałam najlepsze chwile, o
rodzeństwie, o rodzicach, o przyjaciołach, o wszystkim co było dobre, aż nagle
przypomniałam sobie Inarię, która stała w płomieniach. Serce rozbolało mnie
bardziej, ale dzień stał się normalny. Aż do godziny 22.30. Była piękna, jasna
noc. Trudno było dostrzec kawałek nieba, którego nie oświecały małe, świecące
gwiazdki. Gdzieniegdzie czmychały mniejsze zwierzęta takie jak wiewiórki,
zające. Księżyc niczym rogalik zawisnął na granatowej magicznej osłonie. A ja z
obolałym sercem po stracie Inari położyłam się przy jeziorze i patrzałam w swoje
odbicie.... nie mogłam wytrzymać z myślą o Inari. Uroniłam jedną łzę... za nią
poszła druga... trzecia.... czwarta aż rozpłakałam się na dobre. Myślałam, że
jestem samiutka jak palec, lecz po chwili zobaczyłam Ventusa.
- Jak długo tu
jesteś....? - zapytałam chcąc powstrzymać łzy.
- Niedługo. Chciałem się z
tobą spotkać.... - odpowiedział.
( podkład muzyczny
)
- A tak w ogóle czemu
płaczesz? - zapytał.
Podszedł do mnie i łapą zaczął wycierać mi oczy. Nie
odpowiedziałam.
- Nie ma co płakać. To co było to minęło. Na przeszłości mamy
się uczyć, nie popełniać tych samych błędów. - uśmiechnął się.
Powoli
przestawałam płakać. Nie zorientowałam się kiedy włożył łapę do wody i chlapnął
mnie prosto w twarz. Zaśmialiśmy się oboje. Chciałam go wrzucić do wody, ale
pamiętał coś z poprzedniego spotkania i tym razem ja wylądowałam w głębi. Ku
mojemu zdziwieniu on sam wskoczył do wody. Zaczęliśmy się chlapać jak niedawno.
Trwało to na pewno z godzinę. Potem wyszliśmy z wody... położyliśmy się na
trawie i patrzyliśmy w niebo. Rozmawialiśmy o gwiazdach. Czułam do niego coraz
większą miłość. Po długiej rozmowie gdy chciałam już iść do swojej jaskini.
Zatrzymał mnie.
- Anorii... czy chciałabyś... być.... moją... partnerką?-
zapytał się mnie z małą niepewnością.
- Ja... jasne ! - wtuliłam się w jego
futro.
To był chyba najlepszy dzień w moim życiu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz