środa, 26 grudnia 2012

Od Anorii

Rano obudził mnie podmuch ciepłego, przyjemnego wiatru.Czułam, że ten dzień będzie wyjątkowy. Wyczesałam futro, umyłam pysk poranną rosą i wpięłam we włosy piękny, kwiat Lilli. Wyszłam z jaskini i spojrzałam na błękitne niebo. Słońce świeciło bardzo mocno, lecz ciepło było przyjemne i znośne. Spacerowałam po głównym terenie i spotkałam Modestę. Rozmawiałyśmy chwilę. O pogodzie, o wilkach, o wygranej i innych duperelkach. Nagle w serce wdarła mi się jakby rana. Przypomniałam sobie o Inari..., w której spędzałam najlepsze chwile, o rodzeństwie, o rodzicach, o przyjaciołach, o wszystkim co było dobre, aż nagle przypomniałam sobie Inarię, która stała w płomieniach. Serce rozbolało mnie bardziej, ale dzień stał się normalny. Aż do godziny 22.30. Była piękna, jasna noc. Trudno było dostrzec kawałek nieba, którego nie oświecały małe, świecące gwiazdki. Gdzieniegdzie czmychały mniejsze zwierzęta takie jak wiewiórki, zające. Księżyc niczym rogalik zawisnął na granatowej magicznej osłonie. A ja z obolałym sercem po stracie Inari położyłam się przy jeziorze i patrzałam w swoje odbicie.... nie mogłam wytrzymać z myślą o Inari. Uroniłam jedną łzę... za nią poszła druga... trzecia.... czwarta aż rozpłakałam się na dobre. Myślałam, że jestem samiutka jak palec, lecz po chwili zobaczyłam Ventusa.
- Jak długo tu jesteś....? - zapytałam chcąc powstrzymać łzy.
- Niedługo. Chciałem się z tobą spotkać.... - odpowiedział.
( podkład muzyczny )
- A tak w ogóle czemu płaczesz? - zapytał.
Podszedł do mnie i łapą zaczął wycierać mi oczy. Nie odpowiedziałam.
- Nie ma co płakać. To co było to minęło. Na przeszłości mamy się uczyć, nie popełniać tych samych błędów. - uśmiechnął się.

Powoli przestawałam płakać. Nie zorientowałam się kiedy włożył łapę do wody i chlapnął mnie prosto w twarz. Zaśmialiśmy się oboje. Chciałam go wrzucić do wody, ale pamiętał coś z poprzedniego spotkania i tym razem ja wylądowałam w głębi. Ku mojemu zdziwieniu on sam wskoczył do wody. Zaczęliśmy się chlapać jak niedawno. Trwało to na pewno z godzinę. Potem wyszliśmy z wody... położyliśmy się na trawie i patrzyliśmy w niebo. Rozmawialiśmy o gwiazdach. Czułam do niego coraz większą miłość. Po długiej rozmowie gdy chciałam już iść do swojej jaskini. Zatrzymał mnie.
- Anorii... czy chciałabyś... być.... moją... partnerką?- zapytał się mnie z małą niepewnością.
- Ja... jasne ! - wtuliłam się w jego futro.

To był chyba najlepszy dzień w moim życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz