Szłam razem z Somethą już od paru godzin. Powoli opadałam z sił.
-Tu cię
zostawię. - powiedziała i... rozpłynęła się w powietrzu.
Byłam sama. Zaczęłam
iść przed siebie. Powoli wszystko sobie przypominałam. Poszłam prosto do swojej
byłej jaskini. Łzy cisnęły mi się do oczu kiedy przypominałam sobie to wszystko.
Potem poszłam w miejsce gdzie toczyły się bitwy. Zobaczyłam Arsusa. Tylko jego
poznawałam. Czułam się taka zagubiona. Nikt nie zwrócił na mnie najmniejszej
uwagi więc powlokłam się dalej. W końcu upadłam. Mój pech był taki, że na ledwo
żywego wilka. Patrzył na mnie przerażonym wzrokiem. Zmusiłam się żeby wstać i
odejść kawałek dalej. Upadłam znów. Przed oczami zrobiło mi się ciemno. We śnie
widziałam ojca. Znowu to samo, śnił mi się ten sam sen od kiedy ojciec został
zabity. Zawsze była w nim mowa o przepowiedni, której muszę dopełnić. Jednak,
teraz ktoś wdarł się do mojego umysłu. Sen zmienił się w koszmar. Zwijałam się z
bólu, aż w końcu otworzyłam ślepia. Źrenice miałam nienaturalnie zwężone.
Zobaczyłam kolejnego wilka z wrogiej watahy. Wojna się skończyła, a rannych nie
zabrali. Zabiłam go. Czułam mrowienie na całym ciele. Byłam podniecona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz