Byłam sama. Chodziłam po jaskini tam i z powrotem. W końcu wyszłam na zewnątrz.
Moje łapy grzęzły w śniegu, ale ja brnęłam dalej. W końcu przysiadłam na skraju
terenów watahy. Owiał mnie zimny wiatr, ale dla mnie było to przyjemne. W końcu
jednym z moich żywiołów była zima. Poczułam na sobie czyiś wzrok. Odwróciłam
się.
-Kto tu jest? - zapytałam.
Coś poruszyło się w gołych krzakach i
zachichotało. Podeszłam do gałązek. Wychynął z nich najpierw mały nosek, potem
pyszczek, a na końcu łapki.
-Ja, Niko. - odpowiedział szczeniak
beztrosko.
-Czy ty przypadkiem nie powinieneś siedzieć grzecznie w jaskini? -
zadałam pytanie retoryczne.
Przecież to było oczywiste, że powinien.
Spojrzałam na niego z uwagą.
//dokończ Niko//
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz