środa, 26 grudnia 2012

Od Bubonic

Byłam sama. Chodziłam po jaskini tam i z powrotem. W końcu wyszłam na zewnątrz. Moje łapy grzęzły w śniegu, ale ja brnęłam dalej. W końcu przysiadłam na skraju terenów watahy. Owiał mnie zimny wiatr, ale dla mnie było to przyjemne. W końcu jednym z moich żywiołów była zima. Poczułam na sobie czyiś wzrok. Odwróciłam się.
-Kto tu jest? - zapytałam.
Coś poruszyło się w gołych krzakach i zachichotało. Podeszłam do gałązek. Wychynął z nich najpierw mały nosek, potem pyszczek, a na końcu łapki.
-Ja, Niko. - odpowiedział szczeniak beztrosko.
-Czy ty przypadkiem nie powinieneś siedzieć grzecznie w jaskini? - zadałam pytanie retoryczne.
Przecież to było oczywiste, że powinien. Spojrzałam na niego z uwagą.

//dokończ Niko//

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz