Od kilku dni nie widziałem się z Skayres... Każdy miał coś innego do roboty.
Wadera pilnowała watahy i razem z medykiem czuwała nad zdrowiem Shiru. Ja za to
razem w ekipą do polowania, która liczyła w sobie trójkę wilków zbierałem zapasy
na zimę. Ja i Veile - przywódcy polowań + Veruka - atakująca. Przez te kilka dni
zdążyliśmy już pozabijać bardzo dużo zwierzyny, a w tym: łosie, jelenie, sarny,
króliki, dziki, zające i ryby. Brakowało mi towarzystwa Skayres, ale rozumiałem,
że ma ważniejsze sprawy na głowie niż spędzanie ze mną czasu.
Właśnie
wracałem z polowania do spiżarni:
- Kolejna tona świeżego mięsa. -
powiedziałem i razem z Veile, i Veruką zrzuciliśmy jedzenie z grzbietów. Dzisiaj
lasy były bardzo obfite w zwierzynę.
- Okey... Nie obraźcie się, ale już
muszę lecieć. - powiedziała Veile i wybiegła.
- Tak... Ja też. - Veruka
również odeszła.
- Spoko. - wziąłem w zęby młodą sarnę i wróciłem do
jaskini.
Ostatnio byłem u ludzi (nudziło mi się) i zobaczyłem u nich
przyrząd do podgrzewania jedzenia - piec. Ściągnąłem od nich pomysł. W kącie
jaskini wyryłem dziurę na ok. 25cm, a nad nią w ścianie wydźgałem płaskie
dziury. Do szpar w ścianie wetknąłem kratkę z grilla (zabrałem ludziom, gdy nie
patrzyli) i "przyspawałem" ją ogniem. Tym sposobem zrobiłem sobie prowizoryczny
piec. Oczywiście spytałem Skay, czy mogę zrobić male przemeblowanie. Do dziury
pod kratką wsadziłem liście, które wleciały do jaskini i siano, które zaplątało
się w moje futro podczas polowania. Suche liście i siano podpaliłem. Poczekałem,
aż płomień trochę się uspokoi i wsadziłem na grillową kratę sarnę.
- Kurde! -
szepnąłem. Nie zabrałem owoców i ziół z lasu. Szybko po nie pobiegłem i już
byłem z powrotem. Rozgniotłem trochę jagód i malin i wmasowałem je w mięso.
Potem przyprawiłem żurawiną i miętą.
- Jestem kucharzem! - krzyknąłem
rozbawiony. Usiadłem i co jakiś czas obracałem sarnę. Usnąłem na jakieś 10min.
lecz obudziło mnie pukanie.
- Proszę. - powiedziałem i znów obróciłem
sarnę.
- Hej...- ku mojemu uradowaniu była to Skay.
- Skayres, cześć. -
uśmiechnąłem się. - Po co przyszłaś.
- Tak po prostu, porozmawiać.
- A o
czym?
- Nie wiem, czy wiesz, ale... Shiru umarł. - powiedziała smutna.
-
Tak mi przykro... - odparłem przytulając ją. - Nie znałem go zbyt dobrze...
Spotkałem kilka razy na polowaniu.
- Żałuję, że tak krótko z nami był.
-
Ja też...
- Co tak pachnie? - zapytała wadera ruszając słodko noskiem.
- A
właśnie... Może masz ochotę na sarnę w owocach? - zapytałem wskazując na mech,
by usiadła.
- Z przyjemnością. - odparła z uśmiechem i usiadła. Wziąłem sarnę
położyłem ją przed waderą i zaczęliśmy jeść.
- Sam to zrobiłeś? - zapytała
wskazując na mój piec.
- Yhym... - odpowiedziałem.
- Fajnie... Kreatywny
jesteś.
- Dzięki. - dodałem zarumieniony. - Może przejdziemy się na spacer,
gdy zjemy?
<Skayres, dokończ>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz