piątek, 21 grudnia 2012

Od Jamesa

Od kilku dni nie widziałem się z Skayres... Każdy miał coś innego do roboty. Wadera pilnowała watahy i razem z medykiem czuwała nad zdrowiem Shiru. Ja za to razem w ekipą do polowania, która liczyła w sobie trójkę wilków zbierałem zapasy na zimę. Ja i Veile - przywódcy polowań + Veruka - atakująca. Przez te kilka dni zdążyliśmy już pozabijać bardzo dużo zwierzyny, a w tym: łosie, jelenie, sarny, króliki, dziki, zające i ryby. Brakowało mi towarzystwa Skayres, ale rozumiałem, że ma ważniejsze sprawy na głowie niż spędzanie ze mną czasu.

Właśnie wracałem z polowania do spiżarni:
- Kolejna tona świeżego mięsa. - powiedziałem i razem z Veile, i Veruką zrzuciliśmy jedzenie z grzbietów. Dzisiaj lasy były bardzo obfite w zwierzynę.
- Okey... Nie obraźcie się, ale już muszę lecieć. - powiedziała Veile i wybiegła.
- Tak... Ja też. - Veruka również odeszła.
- Spoko. - wziąłem w zęby młodą sarnę i wróciłem do jaskini.

Ostatnio byłem u ludzi (nudziło mi się) i zobaczyłem u nich przyrząd do podgrzewania jedzenia - piec. Ściągnąłem od nich pomysł. W kącie jaskini wyryłem dziurę na ok. 25cm, a nad nią w ścianie wydźgałem płaskie dziury. Do szpar w ścianie wetknąłem kratkę z grilla (zabrałem ludziom, gdy nie patrzyli) i "przyspawałem" ją ogniem. Tym sposobem zrobiłem sobie prowizoryczny piec. Oczywiście spytałem Skay, czy mogę zrobić male przemeblowanie. Do dziury pod kratką wsadziłem liście, które wleciały do jaskini i siano, które zaplątało się w moje futro podczas polowania. Suche liście i siano podpaliłem. Poczekałem, aż płomień trochę się uspokoi i wsadziłem na grillową kratę sarnę.
- Kurde! - szepnąłem. Nie zabrałem owoców i ziół z lasu. Szybko po nie pobiegłem i już byłem z powrotem. Rozgniotłem trochę jagód i malin i wmasowałem je w mięso. Potem przyprawiłem żurawiną i miętą.
- Jestem kucharzem! - krzyknąłem rozbawiony. Usiadłem i co jakiś czas obracałem sarnę. Usnąłem na jakieś 10min. lecz obudziło mnie pukanie.
- Proszę. - powiedziałem i znów obróciłem sarnę.
- Hej...- ku mojemu uradowaniu była to Skay.
- Skayres, cześć. - uśmiechnąłem się. - Po co przyszłaś.
- Tak po prostu, porozmawiać.
- A o czym?
- Nie wiem, czy wiesz, ale... Shiru umarł. - powiedziała smutna.
- Tak mi przykro... - odparłem przytulając ją. - Nie znałem go zbyt dobrze... Spotkałem kilka razy na polowaniu.
- Żałuję, że tak krótko z nami był.
- Ja też...
- Co tak pachnie? - zapytała wadera ruszając słodko noskiem.
- A właśnie... Może masz ochotę na sarnę w owocach? - zapytałem wskazując na mech, by usiadła.
- Z przyjemnością. - odparła z uśmiechem i usiadła. Wziąłem sarnę położyłem ją przed waderą i zaczęliśmy jeść.
- Sam to zrobiłeś? - zapytała wskazując na mój piec.
- Yhym... - odpowiedziałem.
- Fajnie... Kreatywny jesteś.
- Dzięki. - dodałem zarumieniony. - Może przejdziemy się na spacer, gdy zjemy?

<Skayres, dokończ>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz