Ah, jaki piękny dzień...Słoneczko świeci, ptaszki ćwierkają. Aż chce się pobyć na świeżym powietrzu. Postanowiłam pójść nad wodospad i trochę popływać, wziąźć prysznic. Woda zawsze mnie uspokaja. Te fale, ten szum, ten cudny, niebieski odcień...I potem to uczucie, jak fale rozbijają się o Twoje łapki, jak moczysz futerko, jak się zanurzasz, jak wpadają na Ciebie rybki i to wynurzenie, kiedy wyglądasz jak morska bogini. Nie tracąc czasu właśnie tam poszłam. Przechodziłam przez zielony las. Wiosna...Jak ja kocham tę porę roku. Kwiaty kwitną, ptaki uczą swoje młode latać, pełno zwierzyny do polowania i wreszcie ciepło. To ten najdłużej wyczekiwany okres. Nim jednak doszłam usłyszałam przeraźliwe krzyki. Po głosie poznałam, że to Emi i Arsus. Tak więc przestałam podziwiać piękno natury i zaczęłam biec. Po chwili usłyszałam głośny plusk.
- Co jeśli się utopiła?! - pomyślałam, oczywiście chodziło o małą waderkę.
Wreszcie dobiegłam. Zauważyłam ich na brzegu. Oboje wyglądali jak zmokłe kury. Emi strasznie się trzęsła i wtulała w brata.
- Co się stało?! - krzyknęłam zdyszana, podbiegając do nich.
- Nic, nic takiego. - odparł Arsus wyjmując wodorosty z włosów siostry.
- A na poważnie?
- Spadłam...O tam! - Emi wskazała na urwisko.
- Co?! O mój Boże...- spojrzałam w górę. Było tam całkiem wysoko, a dla takiego szczeniaka mogło skończyć się tragicznie.
Przytuliłam małą, a ona najwyraźniej się zdziwiła.
- Ale jak? - spytałam już mniej panikując.
- Bawiła się...Ale uratowałem ją. - odparł Arsus z lekką dumą.
- Dobrze, że ma takiego brata jak ty. - westchnęłam. - Następnym razem ją upilnuj. - uśmiechnęłam się lekko. - Na świecie przecież nie ma drugiej tak słodziuchnej wilczycy. - Emi się zaśmiała.
<Arsus lub Emi, dokończcie>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz