Robiłam właśnie obchód watahy, kiedy usłyszałam dziwne i niepokojące dzwięki, pochodzące z lasu. Postanowiłam sprawdzić, co się stało. Im dalej szłam, tym odgłosy były wyraźniejsze. W końcu je poznałam - myśliwi! Zauważyłam jednego człowieka ze...z jakimś czymś, czym strzela do wilków. Szybko przemknęłam za krzakami i podeszłam go od tyłu. Skoczyłam na niego. Ten się przewrócił, a ja zraniłam go mocno w plecy i zostawiłam. Pobiegłam dalej sprawdzając, czy nie ma więcej nie proszonych gości. Wtedy poczułam krew. Pobiegłam za jej zapachem i zauważyłam ranną wilczycę. Podeszłam do niej i klęknęłam nad nią.
-O mój boże, nic ci się nie stało?! - spytałam, ale nie uzsykałam odpowiedzi. - Niech ktoś wezwie medyka, czy kogoś tam! Szybko! - krzyczałam, ale nikt mnie nie usłyszał.
Szybko wzięłam wilczycę na grzbiet. Teraz ja również byłam poplamiona krwią, ale wtedy to nie było ważne. Pobiegłam ile sił do Youki - uzdrowicielki. Weszłam. Tym razem była w domu. Położyłam u jej stóp ranną waderę, a ta zdziwiła się ogromnie.
- Kto to? - spytała.
- Nie wiem, no ale trzeba jej pomóc! - zaczęłam panikować. - Zrobisz coś z tym, zrobisz? Powiedz, że ją wyleczysz!
<Youka, dokończ>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz