czwartek, 20 grudnia 2012

Od Victoriusa i January'ego

( Victorius)
Razem z bratem podróżowaliśmy już od dawna. Wiem że January chciałby, żebyśmy gdzieś się osiedlili, niestety nie udało się nam jeszcze znaleźć odpowiedniego miejsca. Wszystkie watahy które spotkaliśmy albo: nie przyjmowały nas, lub wyrzucali nas po 2 dniach.
Dzisiejszy dzień był dość zwyczajny. Szliśmy obok jakiegoś dużego jeziora.
- Vick to już 29 jezioro które mijamy.- użalał się mój brat.
- Liczysz jeziora?- zapytałem.
- Tak.- burknął. Przez chwile panowała cisza, ale Jon nie umie długo milczeć.
- Długo jeszcze?- zaczął.
- Słuchaj dobrze wjesz że nie wiem.- odpowiedziałem.
- No wiem, ale nie chcę już podróżować.-powiedział.
- Wiem braciszku, ale obiecuje że znajdziemy jakąś watahę, wszystko się ułoży.
- I będzie tak jak w tedy kiedy rodzice żyli?- Dopytywał się.
- Tak będzie tak jak kiedy rodzice żyli.- uśmiechnąłem się.
- Vick… ścigamy się?- nie czekając na moją odpowiedź zaczął biec ,a ja za nim. Biegaliśmy i przewracaliśmy się na siebie przez jakiś czas .W pewnym momencie usłyszałem szelest.
- Stój.- krzyknął.
(January)
Zabawa z bratem była fajna. W pewnym momencie, krzyknął:
- Stój.- Stanąłem jak wryty. Z za krzaków wyskoczyła jakaś wilczyca.
- Co wy tu robicie?
- Mogę ci zadać to samo pytanie.- mój brat zaczął warczeć, a ja tak samo. Może wyglądałem groźnie, lecz tak naprawdę trzęsłem się ze strachu.
- Ja tu mieszkam, razem z moją watahą.-
- Zaraz, zaraz powiedziałaś watahą?- Obaj przestaliśmy warczeć i wyprostowaliśmy się.
- Tak, powiedziałam watahą, a co.
- A nico tylko chcielibyśmy dołączyć.
( Skay dokończ)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz