Zostawiłam Nika razem z tym wilkiem z którym rozmawiał. Po chwili dowiedziałam
się że członek watahy imieniem Shiru umarł. Zamieszanie stało się wystarczająco
dobre aby wymknąć się na teren Inarii. Trochę to trwało, ale ponieważ znalazłam
drogę na skróty już po niedługim czasie znalazłam się w Inarii, lecz jej widok
mnie zdziwił. Wszędzie unosił się dziwny gaz, a moi wrogowie zwijali się z bólu.
Dołączyłam do nich , bo gaz był trujący i podrażniał płuca. Zlizałam trochę
proszku z worku, który nosiłam przy sobie. Trochę pomógł. Niestety minutę
podziałało i przestało.
Wzywałam ratunek ile tchu w płucach. Pomyślałam, że
gaz mógł być przyczyną śmierci Schiru... i zwątpiłam. Gaz nie miałby szans tak
daleko polecieć. Oddychałam coraz wolniej. Płuca słabły. Straciłam przytomność,
ale miałam nadzieje, że jakiś wilk mnie usłyszał i biegnie mi na
ratunek.
< niech ktoś dokończy:)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz