Obudziłam się.Przy mnie stała ta miła wilczyca-medyk,która mnie
wyleczyła.
-Eee...Dziękuję za wyleczenie i wogóle,ale...Chyba muszę już
iść.
Podniosłam się,ale natychmiast zabolało mnie we wszystkich
ranach,chociaż były już opatrzone.
-Nie ruszaj się.Powinnaś jeszcze
odpoczywać.A może opowiesz coś o sobie?
Ja położyłam się,a w tym czasie
przyszła Skayres,alfa tej watahy.
-Dobra,powiedziałam wszystkim o śmierci
Shiru...
-I jak reakcja?
-Znieśli to.
-To dobrze.
Skayres rozejrzała
się i mnie zauważyła.
-O,cześć.Co tam?
-Eee,nic,właśnie miałam o sobie
opowiadać...
-Ooo,chętnie posłucham.
-Wolicie krótszą czy dłuższą
wersję?
-Jak już,to krótszą.
-Dobra.Urodziłam się wynalazcą,moja wataha
była porąbana,ze zakazywano połowy pasji i stanowisk,ja nie mogłam się
powstrzymać do robienia wynalazków,nakryli mnie no i wygnali,spotkałam myśliwych
i znalazłam się tutaj.Ale jeszcze kilka dni i przestanę wam
przeszkadzać...
-Zaraz,mówiłaś że nie masz watahy?
-No,taa...Wasza medyk
powiedziała że mogę zostać,ale lepiej nie.
-Oj tam...Zaraz jak
wyzdrowiejesz,to przedstawię cię całej watasze.
-Czyli że
zostaję?
-Mhm.
Wow...Nareszcie mam dom!
***
Minęło z kilka
dni...Jestem już wyleczona,potrafię już chodzić o własnych łapach,wybrałam już
jaskinię i poznałam już wszystkich.Skay jest miła,mam już na oku kilku
chłopaków...No i to jest wataha!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz