Byłam wykończona tą podróżą. Cała poszarpana i niechciana. Właśnie podeszłam pod
czyjś dom. Był to dom człowieka. Zobaczyłam psa w budzie. Podeszłam do
niego.
-Czy możesz mi dać się przespać? Proszę.... -Błagałam
-Dobrze ale
mój pan nie może cie zobaczyć. -Wyszedł z budy i mnie wpuścił.
Położyłam się
na miękkim posłaniu. Było wspaniale. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Nagle zbudził
mnie strzał. Wyjrzałam z budy. To był człowiek z wiatrówką. Nie miałam czasu,
musiałam uciekać. Wybiegłam z budy i jak najszybciej pobiegłam w las. Słyszałam
krzyki i strzały. Zatrzymałam się nad jakimś jeziorem. Położyłam się i napiłam.
Po drugiej stronie był jakiś wilk. Też mnie zauważył.
-Kim jesteś?
- spytał.
-Jestem Natalie... A ty? - przywitałam się i podeszłam do niego przez
jezioro.
-Ja jestem James. Skąd jesteś?
-Nie chcę mówić... Czy masz jakąś
watahę lub rodzinę która by mnie zaakceptowała? - spytałam od razu
-Tak.
Jestem w watasze Srebrnego Księżyca. - powiedział z dumą. - Alfa pewnie się zgodzi
byś dołączyła. - uśmiechnął się i pokazał gestem bym za nim ruszyła i pobiegliśmy
do jaskini Alfy. Po paru minutach byliśmy. Weszłam do środka i popatrzałam na
fioletową waderę.
-Dzień dobry... - powiedziałam.- Jestem Natalie...
-Witaj
jestem Skayres.- odpowiedziała samica i spojrzała na mnie.
-Bo ja w takiej
sprawie... -zdenerwowałam się.-Czy mogę dołączyć do pani
watahy?
<Skayres?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz