niedziela, 16 grudnia 2012

Od Skayres - CD historii Jamesa

I kolejny dzień, który mija na spędzaniu czasu z Jamesem. Nie wiem czemu, ale coraz bardziej się do siebie zbliżamy...Podoba mi się to. Właśnie pływaliśmy, kiedy basior spytał:
- Idziemy - pozwiedzać ? - wskazał na tunel na dnie jeziora.
Nic nie odpowiedziałam, tylko przytaknęłam. Z uśmiechem na twarzy podpłynęliśmy do tunelu. Był on dość wysoki, zmieściłby się tam wilk stojący na dwóch łapach. Z zewnątrz był nieco zardzewiały. Spróbowałam stanąć na dnie, ale cały czas woda mnie unosiła. Po chwili usłyszałam cichy śmiech Jamesa. Dmuchnęłam więc, wytwarzając bąbelki, prosto w jego twarz. Zaczęliśmy śmiać się oboje. Tym razem normalnie wpłynęłam do tunelu, a basior za mną. Od środka był porośnięty przez glony, wodorosty, więc trudno było go opisać. Gdy płynęliśmy wpadła na nas ławica ryb. James nie pogardził rybkami i zjadł kilka z nich, ja sobie odpuściłam (nie przepadam za tego rodzaju jadłem). Tunel w pewnym momencie skręcał w prawo. My również skręciliśmy.
- Trochę długi - ten - tunel. - odparł basior.
- Yhym. Ale -d-dopłyńmy - do - końca.
Rzeczywiście. Tunel był dość długi, więc zamiast płynąć wolno i 'podziwiać' wnętrze, to popłynęliśmy bardzo szybko. Wreszcie ujrzeliśmy światełko - koniec tunelu. Wypłynęłam pierwsza, rozejrzałam się i zauważyłam coś pięknego...Kolorową rafę koralową! Niebieski, różowy, czerwony, zielony, fioletowy - przystrojona była wszystkimi kolorami tęczy, a do tego chowały się w niej kolorowe rybki. Nagle usłyszałam charakterystyczny odgłos delfina. Rozejrzałam się i trzy płynęły nad nami.
- Ale -t-tutaj - pięknie...- zauważył James.
- Tu - jest - cudownie! - krzyknęłam.

Przesiedzieliśmy tam dość długi czas oglądając ryby, bawiąc się wśród nich, ganiając delfiny. Ale w końcu stwierdziliśmy, że czas wypłynąć. Gdy wróciliśmy na brzeg przed nami stał Arsus z tajemniczą miną. James na jego widok nieco się zarumienił.
- Arsus? A co ty tutaj robisz? - spytałam z uśmiechem, otrzepując się z wody.
- Szukałem was. Jestem tu od jakiejś godziny. Opłaciło się.
- Skąd wiedziałeś, że tu jesteśmy?
- Nie ważne. - zaczął bazgrać coś na ziemi - Po tym jak ten...
- James. - podpowiedziałam.
- Po tym jak ten James przyjął pozycję obronną dość się zdziwiłem. Chciałem spytać, co on takiego odwala. - oznajmił.
- To nieporozumienie. - wytłumaczyłam.
- Jakoś wolę, żeby to on powiedział. - Arsusu spojrzał na drugiego basiora nie ufnym wzrokiem.
- No...Nie wiedziałem, że należysz do watahy....

<Arsus, dokończ>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz