I znów leżałam sobie pod drzewem, na łące, myśląc o moim ukochanym Jamesie i całym moim życiu. Często mam myśli z serii ''co by było gdyby...'', tak też tym razem zawracały mi one głowę. A co by było, gdyby James poległ na wojnie? Albo jak ja bym poległa? A co by było, gdyby Cattle nie podsunęła mi pomysłu z Dragonem? A jeżeli nie ośmieliłabym się zrobić tego kroku na przód i nie bylibyśmy parą? A jeżeli bym go w ogóle nie spotkała? Nagle poczułam, jak moje wargi stykają się z wargami kogoś innego. Otworzyłam oczy i ujrzałam Jamesa.
- Miałeś tak nie robić! - krzyknęłam z uśmiechem, a potem złapałam go za ramiona i przewróciłam tak, że upadł koło mnie.
- Hehe...Ale tak słodko wyglądałaś. - pocałował mnie jeszcze raz.
- Ooooo...Jesteś taki uroczy. - wtuliłam się w jego tors. - A wpadł mi do głowy taki pomysł, że może zamieszkamy razem, w jednej jaskini...?
- Oczywiście! W końcu jesteśmy parą.
- To świetnie!
- A jak z obowiązkami alfy? - spytał. - Chyba musimy je jakoś podzielić.
- Yhym. Ja będę je pełnić jednego dnia, a ty drugiego. - zaproponowałam. - Tak na zmianę.
- Niech będzie.
- Ale...Pierwszego dnia pójdziemy razem. Muszę Ci wszystko pokazać i w ogóle.
- Sądzisz, że nie dam rady? - zaśmiał się.
- No...właśnie tak sądzę. - również się zaśmiałam.
<James, dokończ>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz