Przechodząc koło terenu głównego watahy zauważyłam wielkie widowisko. Podeszłam bliżej. Na skale siedziała Massacre trzymając w zębach ciało jakiegoś zmasakrowanego wilka. Miałąm ochotę zwrócić śniadanie, jednak usłyszałam przemówienie:
- OTO ZDRAJCA! - krzyknęła unosząc ku górze wilka - TEN WILK ZDRADZIŁ NASZĄ
WATAHĘ, PRZEKAZUJĄC NASZYM SĄSIADOM INFORMACJĘ. TE, KTÓRE MOGĄ NAM TYLKO
ZASZKODZIĆ...
Po czym wadera wbiła kły w jego tchawicę.
- I TO
SPOTKA KAŻDEGO Z WAS JEŻELI OŚMIELICIE SIĘ ZDRADZIĆ WATAHĘ! ŚMIERĆ WAM
ZDRAJCY!
- ŚMIERĆ WAM ZDRAJCY! - powtórzyła wataha
Wdrapałam się na głaz od tyłu tak, że Massacre mnie nie zauważyła. Ona trzymała Reichera...Byłam pewna, że to on. Poczułam w sobie taką nienawiść...Zdrada? Nie do pomyślenia. Staram się być taka dobra i sprawiedliwa dla wszystkich, dbam o tą watahę, poświęcam się, a on tak bezczelnie...Ah szkoda słów.
- Massacre... - dotknęłam ją w ramię.
Ta odwróciła się do mnie i wypluła na trawę krew. Jej mina od razu zmieniła się w smutną i ponurą.
- Skayres, wiem. Wyrzucisz mnie i trudno. Zrobiłam to dla dobra watahy, chociaż wiem, że złamałam zasady. Przepraszam. - i odwróciła się, po czym zeszła ze skały.
- Czekaj. - zatrzymałam ją. - Dziękuję Ci.
- Słucham?
- Dziękuję Ci. Gdyby nie ty, mogło być o wiele gorzej. Nie wyrzucam Cię z watahy...- uśmiechnęłam się. - Możesz zrobić z jego ciałem, co tylko chcesz. Proszę, wyżyj się. - potem skierowałam się do tłumu. - Możecie się rozejść.
Tak też zrobiły pozostałe wilki z watahy. Ja postanowiłam zostać z Massacre i trochę z nią porozmawiać.
<Massacre, dokończ>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz