środa, 26 grudnia 2012

Od Massacre - ''Śmierć Wam zdrajcy!''

O matko... Ja mam prowadzić tych matołów po watasze?
No dobra... -,-*
- Więc tak... Ja was oprowadzę po tych ch...ych terenach, ale wy macie się nie odzywać...
- Bo? - Zapytał nagle jedne z nich
- Wyrwę wam flaki gołymi łapami! Zrozumiano?!
- Takkk... - odpowiedzieli razem.
Zaczęła się ta głupia oprowadzanka... Ale była na tyle nudna i przygnębiająca że myślałam iż padnę na ziemię i nie wstanę. Nagle zauważyłam James'a wyłaniającego się zza krzaków.
- James! - krzyknęłam w jego stronę
- M-mmaasssacre! chyba nie chcesz mi wypruć moich organów prawda?
- Nie! Proszę, jako alfa Twoim obowiązkiem jest ich oprowadzić. Przy wodospadach, jaskiniach i miejscach polowań byłam. Baw sie dobrze. Ciau! - odpowiedziałam z każdym słowem odsuwając się od mojego problemu.
James patrzył na mnie jak na oszalałą, lub co najmniej nienormalną.
Wbiegłam w krzaki zostawiając James'a z 'tym problemem'.
' Na szczęście to już nie mój problem' - uśmiechnęłam się do siebie.
Postanowienie o porannym przejściu się nad rzekę, oficjalnie uważam za rozpoczęty. W końcu wolność. Zaczęłam iść powoli po lesie.

~~godzinę później~~

Byłam już nad rzeką. Myślałam nad tym co zdarzyło się parę lat temu... Wiedziałam gdzie się zapuściłam. Były to granicę watahy Srebrnego Księżyca, a Watahą Wycia potępienia*. Niegdyś Watahą Białej nocy. Jednak po masakrze jaką tam urządziłam, to już nie jest ta wataha. Raczej wysłali by na mnie swoich zabójców. Lub wojowników. Wiadomo, że nawet przy moich siłach nie rozprawię się z 40 wilkami na raz. Szmer wody wydawał się być nie tyle uspokajający, co relaksujący. Jednak dla zabójcy ważnym aspektem jest słuch i wzrok. I ten aspekt, zmienił wszystko na zawszę... Parę metrów dalej usłyszałam głosy wilków... Głos mojej dawnej alfy... Tak jest duchem... Głos mojej matki, tak tragicznie zamordowanej... Patrzyłam w dal... I... Uroniłam łzę... Byłam zaskoczona... Ale w te głuche głosy słyszałam też głos Raicher'a. Postanowiłam to sprawdzić. Rzeka, była granicą tych watah. Przeskoczyłam rzekę jednym sprawnym ruchem. Wylądowałam na 'zalaną' mgłą, oczerniałą przez ból, smute i krew. To była moja kraina... To był mój dom... Tu była moja rodzina.. Moje życie... Nie byłam wstanie zrobić ani jednego kroku... Jednak zebrałam sie w sobie i postawiłam ten masakryczny krok... Przeszył mnie ból... Cierpienie... Poczułam coś okropnego... Jednak jako morderca, muszę to zrobić. Zbliżałam się ku głosowi Reichera i mojej matki, alfy i innych. Usłyszałam tylko...
- Posłuchajcie mnie. Alfa Watahy Skayres, znalazła już partnera. Został nim 5 i pół letni James. Posłuchajcie... To już koniec, ale ważne jest to kto jest w tej watasze. Massacre. Lepiej na nią uważać. Jest zdolna do wszystkiego.
- Nasza potępiona córka - powiedział ojciec
- To nie jest nasz córka Silverze! To dwulicowa zdrajczyni! Nienawidzimy jej! Cała nasza rodzina ją potępia. NIE WASZ SIĘ WSPOMINAĆ JEJ IMIENIA...
Te słowa były jak pchnięcie nożem w świerzą ranę... Nie mogłam nic powiedzieć... Po raz kolejny spadła mi łza... Łza krwi... A po niej? chęć zabicia wszystkich! Wymordowania całego świata!
- REICHER! TY ZDRADZIECKA S***O! ZDRAJCA! ZGINIESZ ZA TO TAK SAMO JAK WY ŚMIECIE! - krzyknęłam wyskakując zza krzaków.
- Mmassacre! - powiedział cofając się - Bosh... Matko święta! - zaczął krzyczeć
Duchy zniknęły. Rzuciłam się na tego zdradzieckiego podłego... AH! Nie mam zdanie. Opisywanie naszej walki było by zbyt krwawe i straszne. Ujawnienie szczegółów, to jedynie z mojej strony...
to daj kursywą;
Najpierw 'pchnięcie nożem', tak dla jaj,
potem trochę zabawy... Dla picu...
Teraz zaczynamy się rozkręcać...
Najpierw łapki skórujemy,
potem główkę i brzuszek...
Teraz kark i ogonek...
Łamiemy kosteczki... Dla żartu,
Oczywiście!
Reicher skończył właśnie tak. Teraz trudno sobie wyobrazić, co zrobiłam w 200% furii, z moją rodziną, watahą i przyjaciółmi. Reicher leżał cały we krwi. W jego oczach widniał ból, strata, cierpienie, smutek... Popatrzyłam na niego ucieszona ze swojego dzieła. Wzięłam głęboki oddech. Po czym usiadłam obok niego.
- Reicher. Za zdradę płaci się najwyższą cenę. Nie wiem jak długo już nasz oszukujesz, ale zasługujesz na najgorsze szmato...
Po czym wzięłam go delikatnie w zęby i podrzuciłam do góry. Złapałam za tchawicę, uszkadzając ją. Zaczął się krztusić własną krwią...


~~godzinę później~~

Stanęłam już na terenie watahy. Z na wpół martwym Raicherem.
Widać, wilk bez futra, z krwią cieknącą z tchawicy jest wielki widowiskiem. Weszłam na skałę. Najwyższą.
- OTO ZDRAJCA! - krzyknęłam unosząc ku górze wilka - TEN WILK ZDRADZIŁ NASZĄ WATAHĘ, PRZEKAZUJĄC NASZYM SĄSIADOM INFORMACJĘ. TE, KTÓRE MOGĄ NAM TYLKO ZASZKODZIĆ...
Po czym wbiłam moje pełne 'siły' kły w jego tchawicę.
- I TO SPOTKA KAŻDEGO Z WAS JEŻELI OŚMIELICIE SIĘ ZDRADZIĆ WATAHĘ! ŚMIERĆ WAM ZDRAJCY!
- ŚMIERĆ WAM ZDRAJCY! - powtórzyła wataha
Nagle poczułam za sobą czyiś dotyk... To były alfy..
- Massacre... - zaczęła Skayres


(Skayres lub James dokończcie)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz