niedziela, 16 grudnia 2012

Od Jamesa - CD historii Skayres

Skayres zgodziła się pójść ze mną na polowanie, bo spiżarnia cóż... Teraz nie była spiżarnią lecz jaskinią z kośćmi. Gdy byliśmy już w lesie schowaliśmy się w krzakach i czekaliśmy... Co prawda rozmawialiśmy i śmialiśmy się, a przez to nie zauważyliśmy jak jelenie i zające umykały nam sprzed nosa, ale i tak liczy się to jako - czekaliśmy.
- Razem nie powinniśmy polować... - powiedziała.
- A to czemu? - zdziwiłem się.
- Bo nam jedzenie ucieka. - oboje się zaśmialiśmy.
- OK, teraz skupmy się tylko na polowaniu.
I tak jak uzgodniliśmy skupiliśmy się na polowaniu. Praktycznie leżeliśmy na ziemi co chwila patrząc na siebie i się śmiejąc, ale po jakimś czasie opłaciło się to (chociaż nic nie mówiliśmy i tak przyjemnie spędzało się czas). Przed nami była dorodna sarna i dwójka jeleni. Przygotowaliśmy się do ataku i...:
- Ja biorę rogacza. - szepnęła Skay i skoczyliśmy. Skay pierwsza skoczyła, a ja po niej. Bez żadnego problemu zabiłem sarnę, która nawet nie zorientowała się, że mam na nią ochotę. Po zabiciu sarny sparaliżowałem jelenia, który stał oszołomiony zamieszaniem i spojrzałem na Skayres. Wadera wbijała pazury i gryzła rogacza w grzbiet lecz ten kopał ją po brzuchu. Widziałem jak Skay powoli spada więc jak najszybciej podbiegłem do niej i podsadziłem ją na grzbiet. Tam spokojnie wgryzła się "jedzonku" w kark, tym samym przebijając tętnice. Jeleń upadł na ziemię tryskając krwią.
- Dzięki. - wadera uśmiechnęła się, po czym wzięła zdobycz na grzbiet.
- Nie ma za co. Zdarza się. - również się uśmiechnąłem i także wziąłem drugiego jelenia na grzbiet. Sarnę nieśliśmy oboje. Ja za tylne kopyta, Skay za przednie. Po drodze do spiżarni co chwilę się śmialiśmy z naszego wyglądu. Jeleń opryskał nas solidnie krwią... Skay powiedziała, że wyglądam jakbym miał nieudany make-up, za to ona wyglądała jak jakiś rockman. Cały grzywkę miała czerwoną i postawioną na irokeza. W końcu donieśliśmy zdobycze do spiżarni, gdzie je zostawiliśmy.
- Idziemy nad wodospad zmyć nasze nieudolne kreacje? - zapytałem Skay ze uśmiechem.
- Jestem za. - odparła i wybiegliśmy z jaskini. Jednak nie biegliśmy, aż nad wodospad po drodze szliśmy normalnie, spacerkiem. Ujrzałem jakiegoś basiora, szaro-czarno-białego z małą waderką u nogi. Stanąłem przed Skayres, by ją obronić, jednak ona odparła:
- Spokojnie James... To członek watahy. - teraz to spłonąłem rumieńcem! Ale się wygłupiłem, do tego jeszcze przed tak wspaniałą waderą jaką jest Skay. Jak to możliwe, że jeszcze się nie poznaliśmy?
- Ale jestem nienormalny. - powiedziałem chwytając się na głowię.
- Nie... Nie jesteś nienormalny tylko troskliwy. - powiedziała wadera starając się mnie pocieszyć. Udało jej się :3 W końcu dotarliśmy nad wodospad.
- Kto pierwszy ten lepszy! - krzyknęła radośnie wadera i wbiegła z niesamowitą szybkością do wody. Nim się zorientowałem również byłem w wodzie.
- Tak to nie ma! - powiedziałem chlapiąc ją wodą.
- Ej... - Skay chwyciła mnie za głowę i wsadziła pod wodę. Po chwili jednak sama zanurkowała.
- Ja - umiem - oddychać - pod - wodą. - wybełkotałem. Pod wodą trudno się mówi.
- Ja - też. - powiedziała z powalającym uśmiechem.
- Idziemy - pozwiedzać ? - wskazałem na tunel na dnie jeziora.

< Skayres, dokończ>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz