Do domu przyleciałam tylko na spoczynek. Po krótkiej drzemce ponownie wzbiłam się w powietrze. Nie miałam nic w pysku od dłuższego czasu. Moje łapy ponownie dotknęły podłoża w czasie gdy żołądek nie dał za wygraną. Podczas polowania spotkałam Modestę.
- Gdzie byłaś tak długo? - spytała. Nic nie odpowiedziałam. Zarumieniłam się lekko, czego moja kompanka nie zauważyła i szłyśmy dalej. Lecz ona nękała mnie tym pytaniem jeszcze długo. W końcu nie wytrzymałam. - Byłam gdzieś gdzie nikt jeszcze nie był. - Co masz na myśli? - dopytawała się. - Kraina odległa wiele mil od naszej. Nie chciałam ciągnąć już tej rozmowy, przygnębenie było nieznośne. Postanowiłam opuścić kompankę i poszlajać się w samotności. Co mnie ugryzło? Ledwo co wróciłam z wyprawy, gdzie uleczałam śmiertelnie chore wilki a czuję się jakbym nigdzie nie ruszyła tylka od kilku miesięcy. Jest na to jedno słowo - Nuda. Wracając do groty, spotkałam bardzo dziwnego wilka, albo raczej waderę. Miala niebieską maść, ktorą już kiedyś widziałam. Nie nie chodzi mi o matkę. Wadera odwróciła się. Miała coś znajomego w oczach. - Thalia - powiedziałam sama do siebie. - A ty? - wnet dostała olśnienia. - Kas! Nastała chwila ciszy. - Ile już czasu minęło? - spytała. - Trzydzieści lat. - A ty wciąż się nie zmieniłaś. - Nie pamiętasz, mam moc wiecznej młodości. - Ale nie o to mi chodzi. - A o co? - Jesteś jak matka. Piękna silna i oczywiście - księżycowa. Na słowo ''księżycowa'' poczułam dumę przez swoje pochodzenie. - Robisz to co nakazał ci Bóg księżyca. - Tak, księżyc co noc wznoszę wzlatując w powietrze. < Thalia dokończ > | |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz