[To było przed wypuszczeniem Dragona z medalionu]
Ja, Ignis, James, Tsume i Kiba oddaliliśmy się na chwilę od pola walki, by omówić kilka rzeczy. Przy okazji musiałam wyleczyć kilka ran, a Ignis zrobiła opatrunki. Wszyscy byliśmy zdyszani i zmęczeni, kiedy usłyszałam głos Nika:
- Ona spadła w dół! Anorii spadła w przepaść! Potrzebna pomoc! Szybka pomoc bardzo szybka! - krzyczał.
- Anorii spadła? - spytał nie dowierzajac Tsume, po czym wszyscy podbiegliśmy do szczeniaka.
- Musimy jej pomóc! - rozkazałam.
- Skayres, nie mamy czasu! - James położył mi łapę na ramieniu.
- Zróbcie coś, zróbcie! Ona walczyła z takim wielkim niedźwiedziem, ja nie chcę, żeby coś jej się stało! Pani Skayres, proszę, niech pani coś zrobi, niech pani coś zrobi! - mówił Niko na jednym wdzechu.
Wszyscy popatrzyliśmy się na siebie. Niko był przerażony. Wyglądał, jakby zaraz miał się rozpłakać. Zrobiło mi się go żal...
- Tsume, Kiba! - krzyknęłam. - Macie iść z Niko i pomóc Anorii, jasne?
- Oczywiście! - odpowiedzieli równocześnie, a my szybko wróciliśmy na pole walki.
<Tsume, Kiba, dokończcie>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz