Szłam do Isaly, chciałam żeby pokazała mi jakieś nowe zaklęcie. W końcu mamy
takie same żywioły. W drodze do jej jaskini zauważyłam Jamesa. Biegł i
podskakiwał radośnie.
- Cześć James!-krzyknęłam do niego
Nie odpowiedział.
Najwidoczniej intensywnie o czymś myślał. Głowę miał podniesioną ku niebu i
mamrotał coś pod nosem. Był coraz blizej.
-James! James!
No i wpadł prosto
na mnie, sturlaliśmy się z pagórka i trochę poobijaliśmy. Ale przynajmniej
obudził się ze swojego transu.
-Wybacz, nie zauważyłem Cię!
-Krzyczałam do
Ciebie!- powiedziałam otrzepując futro.- Co się stało? Gdzie tak pędzisz?
-Bo
wiesz...SKAYRES JEST W CIĄŻY!!- krzyknął ile sił w płucach.
-Naprawdę?
Ojejku, to wspaniale! Będziesz ojcem!
- Emm... Muszę lecieć, Skay teraz
będzie miała "wilczy apetyt" i różne zachcianki.
-W końcu jest w ciąży, muszę
do niej iść. Wiesz gdzie jest?
James już biegł, ale zdążył krzyknąć do mnie
gdzie jest Skay, zanim zniknął w krzakach.
Pobiegłam czym prędzej do
Natalie, wparowałam do jaskini. Jakby jeszcze było tego mało potknęłam się i
przejachałam nosem przez połowę jakini. Wstałam i otrzepałam się.
-Hej
Modziu, co za wejście!- powiedziała jak zawsze uśmiechnięta Nat
-Hhahahah,
dzięki ale przyszłam tu w trochę innej sprawie.
-Modesta!
- Skayres!
Jejku, jejku jejku!!! Gratuluję!
-Dzięki- powiedziała i pogłaskała się po
brzuchu.-Skąd wiedziałaś, że tu jestem?
-Hmm... James na mnie wpadł i
krzyknął tylko "SKAYRES JEST W CIĄŻY"
<Natalie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz