- Czemu nie jesz? - spytałem.
- No bo...Ja ten, no...Straciłam na niego ochotę.
Myślałem, że mnie szlak trafi! Przez bitą godzinę starałem się zabić tego niedźwiedzia tylko po to, by moja partnerka po jednym kęsie wybrzydzała?! By nie wydrzeć się na nią, ze złości wbijałem (głęęęęębbbbooookooo) pazury w miśka
- Gniewasz się na mnie?
- Skąd! - krzyknąłem jak najbardziej miło. - Więc co chcesz jeść?
- Wolałabym zwykłego jelenia w żurawinie. - uśmiechnęła się.
- Taaa, extra! - udawałem zadowolonego. - Chodźmy do spiżarni.
- Ale ja nie chcę ze spiżarni! Ja chcę świeżego!
- Dobrze, to chociaż odnieśmy misia do spiżarni...
- Eh... Co ja w tobie widziałam? - szepnęła pod nosem zapominając, że mam świetny słuch.
Na początku nawet Skay niosła tego niedźwiedzia, ale w połowie drogi już zaczęła narzekać więc warknąłem, że sam go zostawię. Jeszcze nigdy nikt mnie nie wkurzał tak jak wadera dzisiaj. Nic tylko "Upoluj mi karibu, nie niedźwiedzia [...] nie mam na niego smaku, straciłam apetyt [...] to ty jesteś basiorem i przywódcą polowań, więc upoluj mi to, ale już! [...] z jakiej racji, JA wadera mam nieść to bydle [...] James! Ten misiek śmierdzi!"
I cały dzień waliła takie teksty... -,- Podejrzewałem już ciąże, ale przecież to niemożliwe... Niby jak? Przecież uważaliśmy i jakby to ująć... Zabezpieczaliśmy się. Chociaż? W sylwestra nasza noc nie skończyła się na całowaniu. Musimy pójść do Ignis, gdy upoluje jej tego cholernego jelenia!
~po upolowaniu i zjedzeniu jelenia w żurawinie~
W końcu Skay była szczęśliwa. Zjadła jelenia w żurawinie i poszła spać. Szkoda, że ja nie potrafiłem tego zrobić. Całą noc Skay wierciła się i stękała.
Gdy w końcu usnąłem obudził mnie straszliwy ryk Skay (i jej kopnięcie w mój czuły punkt). Jak poparzony zerwałem się z łóżka.
- Skay, kochanie... Co ci jest? - zapytałem głaszcząc ją po głowie. Wadera zwijała się z bólu.
- Nic... - szepnęła czule. - Zabierz mnie do Ignis, ale to już! - tym razem warknęła łapiąc (i przy okazji wyrywając) mnie za futro na torsie.
Wziąłem ją na grzbiet i pobiegłem do Ignis. Bez pytania wszedłem do jej jaskini.
- Ignis! Pomóż jej! - wrzasnąłem kładąc Skay na wolnym mchu, przy okazji chwyciłem Ignis za ramiona i trząsłem jak opętany.
- Dobra, dobra <ziewa> Co jej jest? - zapytała przecierając oczy.
- Nie wiem... Cały dzień miała "humorki", a teraz w nocy zaczęła zwijać się z bólu.
- Dobra... Wróć do siebie i prześpij się... Jutro rano do nas zajrzyj. - powiedziała i wypchnęła mnie z jaskini, bo inaczej bym nie wyszedł. Wróciłem do nas (jaskini Skay i mojej) i położyłem się na mchu... Dziwnie tak spać, gdy twojej partnerki nie ma obok. Wkrótce zasnąłem...
~po ciężkiej nocce~
Rano bez śniadania i niczego pobiegłem do jaskini Ignis. Chciałem jak najszybciej spotkać się z Skay. Biegłem i biegłem, lecz po chwili zderzyłem się z kimś. Gdy podniosłem głowę zobaczyłem moją partnerkę.
- Skay kochanie, przepraszam... Co ci jest, albo było? - wadera milczała. Na jej ustach zagościł tajemniczy, lecz przyjemny uśmiech. Po chwili delikatnie zaczęła masować sobie brzuch.
<Skay, powiesz mi co się dzieje?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz