Wstałam wcześnie. Wyszłam z jaskini na spotkanie z pewnym basiorem, który już od dawna mi się podobał. Jednak drogę zagrodziła mi siostra.
-Oh, Lexi! Gdzie się wybierasz?
-Marissa, nie mam na to ochoty...-powiedziałam znudzona.
-Na co?-spytała udając głupią.
-A na to, że zawsze kiedy idę do Bryan'a, ty mi przeszkadzasz!
-Hah-zaśmiała się, po czym dodała ostrym szeptem-Słuchaj, kochana... Bryan nigdy nie zechciałby takiej jak ty!
-A niby czemu nie?-spytałam urażona.
-To twoje futro... Brudne, posklejane... W dodatku te dziwne ubarwienia...Nie wstyd Ci ich??-spytała wskazując na różowe plamki na moim futrze.
-A ty??
-Co ja? On...
Ja jednak jej nie słuchałam. Wbiegłam w krzaki i już nie wróciłam.
---Po kilku latach---
Leciałam w powietrzu. Nie sądziłam że kiedykolwiek tak będę chciała kogoś zabić. nigdy wcześniej... Nagle zauważyłam dwie watahy walczące ze sobą... Zleciałam do jednej z nich i zaczęłam zabijać ich wrogów. podbiegł do mnie jakiś basior.
-Czemu nam pomagasz?! Nie należysz do naszej watahy-powiedział ostro.
-A co mam ku*wa robić?! Patrzeć?!-warknęłam patrząc na niego.
-Trochę kultury! Jakbyś nie wiedziała, mówisz do alfy!
-A, to przepraszam że pierwszy raz Cię widzę na oczy!
-Jestem Arsus, a ty?
-Lexi... Mówiłeś że jesteś alfą?
-Tak...
-Pozwól mi się do was przyłączyć...-powiedziałam starając się powstrzymać od przekleństw. -Pomogę wam z tymi... tymi...
-Spokojnie, nie dokańczaj. Jasne, jesteś przyjęta.. Tamta jaskinia jest wolna-wskazał na odpowiednią.
-Okej...-szepnęłam i wzbiłam się w powietrze.
Bitwa trwała w dobre...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz