wtorek, 2 kwietnia 2013

Od Hope - "Najgorsze chwile życia ale czy na pewno?"

muzyka by wtopić się w uczucia...

Podczas gdy reszta członków watahy walczyła bardzo dzielnie,stałam na straży niezdolnych do walki wilków.Chodzi mi tu o ciężarne wadery,szczenięta oraz o najbardziej rannych wilków.Co jakiś czas odchodziłam nieco od schronu i obserwowałam przebieg walk.Każdy wilk dawał z siebie wszystko...
Moja uwagę przykłuwało kilka wilków.Kim oni byli?Mój kochany Desoto Lucas,Omega,Arsik (wybaczy mi to xp) i Nirvana.Szczególnie ostatnia dwójka.
Obie pary walczyły nadzwyczaj zawzięcie i blisko siebie.Desoto był w innym położeniu terytorialnego.Najwyraźniej odciągał wszystkich wrogów od drogi prowadzącej do nas.Moim marzeniem było to by po bitwie te wilki żyły.
I nagle usłyszałam szelest za sobą.
Natychmiast się odwróciłam i zobaczyłam basiora z wrogiej watahy.Uśmiechał się wrednie.
-A co tu robi taka słodziutka wadera?-powiedział podchodząc do mnie.
-A to,żeby skopać ci tyłek-powiedziałam z agresją i rzuciłam się na wroga.Po kilku minutach szamotania nie żył.
Zaraz po jego uśmierceniu,pobiegłam sprawdzić co z wilkami w schronie.Będąc w połowie drogi poczułam jak coś z wielką siłą uderza mnie w tył głowy.W tym czasie świat mi się rozmazywał,aż w końcu pojawiła się wielka czarna pustka.Mówiąc najprościej straciłam przytomność.
~Po jakimś czasie~
Otworzyłam ciężkie powieki.Ogarnął mnie strach.Nie byłam już na terenach naszej watahy,tylko w jakiejś brudnej jaskini śmierdzącej krwią.Zobaczyłam jak z piątka basiorów z WKP podchodzi do mnie.W ich oczach widziałam pożądanie.Chciałam się poruszyć ale byłam skrępowana.łapy miałam przywiązane mocno.
-Hehe.Popatrzcie panowie,nasza laleczka się w końcu zbudziła...-zaśmiał się okrutnie jeden z nich.
-No,panowie czas najwyższy by się zabawić...-zaśmiał się kolejny.
***
Nie wiem ile trwały te męki.Traktowali mnie jak jakąś zabawkę.Kiedy skończyli swoje okrutne zabawy na moim ciele po prostu wyszli.Nie miałam siły na uwolnienie się...Ale spróbowałam.Nic nie dało tylko pogorszyło stan rzeczy.Modliłam się by ktoś z naszych mnie znalazł.Ale nic to nie dało...Nagle jednak poczułam takie dreszcze,że aż w głowie mi huczało.
Nagle zobaczyłam pole bitwy...Nie było mnie tam więc to mogło znaczyć tylko jedno...Tylko potrzebny był dowód.Zobaczyłam go.Sylwetka mojego brata we krwi wroga.
Nasze umysły jakimś cudem się złączyły.Nie mogłam tracić czasu...

Lucas,pomóż mi!!
Yy,kto mi w głowie szpera?-co za idiota -,-
Lucas to ja Hope do licha!A kto?Święty Mikołaj?!
Rany boskie co z tobą?!
Nic dobrego.Pomóż mi.Zostałam porwana przez wrogów i oni...
Co ci takiego zrobili?
Tego lepiej nie mówić nawet w myślach...
Siostra trzymaj się!

Po tej krótkiej chwili,nasze umysły się rozdzieliły.Wystarczyło by powiadomić. kogoś z naszych.Ale nie starczyło czasu by odzyskać wolność.Usiłowałam walczyć z pętlami które mnie krępowały.na próżno.Jak na złość (litości!!) przyszedł kolejny basior w wrogiej watahy.To co malowało się wjego oczach nie sposób określić ale można sprowadzić do jednego słowa-napalenie.
-I nasza zabaweczka czeka na kolejnego-powiedział okrutnie.
-Nie- wykrztusiłam z siebie.
-Żadna suka nie będzie mi się przeciwstawiać!-ryknął przy czym uderzył mnie silnie łapą.Tracąc znów przytomność czułam smak krwi i dobieranie się do mnie wroga...

<Nirv!Ratuj!>

1 komentarz: