Okazało się, że Peter przyszedł tylko po to, by spytać się, gdzie może polować. Przy okazji powiedziałam mu o wojnach, które już były w watasze (i oby nie wróciły...) i o starych, dobrych terenach Watahy Srebrnego Księżyca. Dobrych, ale nie tak dobrych jak te. Wracając do tematu...
- (...) Pokazać Ci gdzie są te jelenie? - spytałam.
- Jeśli to nie będzie kłopot. - basior uśmiechnął się, po czym odezwał się jego brzuch.
- Ochoo... Pośpieszmy się bo cała wataha zaraz usłyszy burczenie twojego brzucha. - roześmiałam się.
Dziwnym trafem, właśnie w tej chwili coś wpadło mi do oka i zaczęłam trzepotać rzęsami, co wyglądało, jakbym chciała poderwać nowego członka watahy. Ten zaś dosyć zalotnie się uśmiechnął, a ja się skrępowałam.
- Aaa... To chodźmy. - powiedziałam nieco się rumieniąc.
- Tak, tak. - przytaknął.
Szliśmy w stronę łąki. Za nią jest las, gdzie przeważnie jest dużo młodych i dorosłych jeleni. W ciągu drogi ciągle ze sobą rozmawialiśmy. Dowiedziałam się co nieco o Peterze, między innymi jaki ma żywioł i moce. Spostrzegłam również, że jest miły i ma wyjątkowo duże poczucie humoru. Gdy byliśmy już w pobliżu, basior zatrzymał i powiedział, że coś słyszy. Oboje schowaliśmy się w krzakach i szliśmy do przodu. Po chwili spostrzegłam trzy łanie i jednego jelenia. Puściłam Peterowi oko na znak, że możemy zacząć łowy i oboje rozpoczęliśmy pościg za samcem. Kilka sekund później już leżał martwy, a my dobieraliśmy się do jego mięsa. Basior jadł łapczywie, ja zaś starałam się nie pobrudzić.
- Co ty taka czyściutka? - zagadał Peter po chwili milczenia.
- Co, co, jak? - otrząsnęłam się. - Heh, no wiesz, jestem waderą. Powinnam jakoś wyglądać. - wskazałam na siebie.
- Mówiłem to, ale chyba muszę powtórzyć. Nigdy nie zrozumiem wader. - zaśmiał się.
- Co jest złego w tym, że chcę dobrze wyglądać? - udałam oburzenie.
- Ty już do... znaczy nic. - jąkał się.
- Noo, powiedz to, co miałeś powiedzieć. - zachichotałam odrywając kolejny kęs mięsa od jelenia.
- Chodziło mi o to, że... A widzisz, zapomniałem. - starał się jakoś wykręcić.
- Niech Ci będzie. - popatrzyłam się na niego nieufnie i delikatnie przygryzłam wargę.
- Co?
- Heh, a czy ja coś mówię? - zaśmiałam się. - Chodź, poróbmy coś fajnego!
- Co rozumiesz przez ''fajnego''?
- No cóż... - zamyśliłam się. - Już wiem! Śnieg w tym roku pada tak, jakby chciał, a nie mógł. Jako, że mam żywioł lodu mogę mu trochę ''pomóc''. Co ty na to? Poślizgamy się na lodzie, porobimy aniołki i urządzimy wojnę na śnieżki! - mówiłam z entuzjazmem.
<Peter? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz