- Coś nie tak?- zapytałem (cholera!) troskliwie.
- Niee...Tylko, tylko nie widziałam, że to tak wyjdzie.
- A więc masz mi to za złe? To, że wyciągnąłem Cię na tą randkę i pocałowałem?
- Nie... Chodź... Asesino ja... Ja... Sama nie wiem co o tym myśleć. - odpowiedziała i odeszła.
A więc tak to jest... Gdy dostaje się kosza. Czułem się okropnie; Poniżony, zdołowany, skrępowany... To wszystko czego do tej pory udało mi się unikać trafiło mnie przez jedną waderę. Co ja sobie myślałem? Że pocałuję ją i ona od tak wskoczy mi w ramiona!? Jestem totalnym kretynem... Nie pewnym krokiem wróciłem do jaskini. Tam jak słup padłem na łóżko i usnąłem.
~cholerne rano~
Rano obudziło mnie pukanie do jaskini. Odsunąłem kołdrę z owczej wełny na bok i sunąłem do wyjścia. Tam przetarłem oczy i zobaczyłem... Kuwa Modestę?!
- Cześć. - powiedziała niepewnie.
- Cześć... - *rozciągam się* - (...) przyszłaś się ze mnie ponabijać?
- Nie ja... A zresztą... Nie chcesz mnie słuchać. - po tych słowach się odwróciła.
- Czekaj... Ja chcę usłyszeć, co... Co ty do mnie czujesz?
<Modziu o szczerą prawdę proszę^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz