[To było jeszcze wczoraj]
Heh...On jest rozbrajający.Zupełnie jak mały szczeniak,który nie chce się słuchać rodziców.Po 45 minutach szaleńczego śmiechu powiedziałam: -No to chodź,idziemy do medyka. -Jasne. (U Ignis) -Nic się nie stało,to zwykłe złamanie.Zaraz założę opatrunek i wszystko będzie fajnie.-powiedziała Ignis po oglądnięciu łapy Toboego.Ten położył nogę na skalny stoliczek,a Ignis zaczęła przykładać do niej zioła i owijać bandażem.Po chwili opatrunek był gotowy,a ja wyszłam,podtrzymując Toboego i niosąc go w stronę jego jaskini.A potem poszłam na Wyspę Filamissy...Nie pytajcie po co. [To jest dzisiaj,w Walentynki] Weszłam do jaskini Toboego. -Lepiej? -O wiele.Przespałem się i jestem jak nowonarodzony. -A,to fajnie...-powiedziałam,kręcąc łapą. -Coś się stało?-spytał się Toboe,wstając. -Niee,tylkooo...-w końcu zebrałam się na odwagę i wystrzeliłam: -Czyy-chceesz-zee-mną-iść-naa-Wyspęę-Fiiilamissy? < Toboe,dokończ> | |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz