czwartek, 14 lutego 2013

Od Clove - CD historii Freda


Obudziłam się późnym rankiem. Wszyscy stali już na nogach. Jak zwykle zaspałam... W pośpiechu zjadłam śniadanie (kilkukrotnie się przy tym krztusząc) i wybiegłam na dwór. Razem z Narcyzą pobiegłyśmy po wujka Kevina i ciocię Pinkie. Za zgodą rodziców zaprosiłyśmy ich na obiad. Potem Narcy gdzieś zniknęła, a ja pobiegłam do mamy, aby jej pomóc w robieniu obiadu.
-Skarbie, idź nazrywać ziół, proszę-powiedziała mama. Uf, oczywiście ja! Czemu nie mogła poprosić Peetę?! No tak, bo on jest zajęty... Pobiegłam więc do lasu po tą trawę. Znalazłam mały krzaczek z brązowymi liśćmi. Kiedyś widziałam, jak tata dodawał takie coś do kolacji.Nazrywałam tego trochę i pobiegłam szukać kolejnych ziół. Po powrocie do jaskini zastałam tam Meg, Teddy'ego, wujka Kevina i ciocię Pinkie. Czyli się spóźniłam. Podałam zielsko i poszłam się przywitać z rodziną.
-Ależ ty szybko rośniesz!-powiedziała ciocia. Uśmiechnęłam się do niej. Odwróciłam się i pierwsze co zobaczyłam to różowa czupryna Megan.
-Cześć!-zaczęłam-Długo cię nie widziałam.
-Hej, nawet nie wiesz, jak się stęskniłam.-krzyknęła przytulając mnie do siebie. Po zjedzonym obiedzie mieliśmy się pobawić. Najpierw berek, potem chowany, a na końcu w baba jaga patrzy. Zmęczona padłam na swoje legowisko. Do głowy wpadła mi pewna myśl. Wstałam i po cichutku podreptałam do taty.
-Tatusiu, możemy zrobić piknik?-zapytałam słodziutkim głosem robiąc maślane oczka.
-Tak, oczywiście.-odpowiedział, czochrając mi grzywkę. Robił tak zawsze i zawsze mnie to wkurzało. Teraz nie zwracałam na to uwagi. Krzyknęłam na cały głos:
-Ej, robimy PIKNIK!!!!!
-Jeej!-wykrzyknęli wszyscy. Pobiegłam do wąskiej szczelinki w naszej jaskini. Używałam jej jako schowka. Wyciągnęłam stamtąd krowią skórę- mój pierwszy prezent. Wyszłam na łąkę i położyłam kocyk w pobliżu małych pagórków. Było fantastycznie! Siedzieliśmy tak do około 17:20. Narcyza była zmęczona i położyła się w krzakach. Poszłam za nią. Cupnęłam sobie koło siostry. Leżała nieruchomo, kiedy nagle przeszedł ją dreszcz. Potem drugi. W końcu nie wytrzymała. Wstała i zaczęła się drapać, jakby nie wiadomo co.
-M-m-mrówki!-krzyczała. Moje zaskoczenie zaczęło ustępować rozbawieniu. Śmiałam się na cały głos. Narcy uciekła nad wodospad zalana łzami. Od razu się opanowałam. Pobiegłam za nią, aby sprawdzić, czy nic jej nie jest. Na szczęście to nie były jadowite mrówki. Moja sis siedziała w kącie i cicho łkała. Przysiadłam koło niej i objęłam ją ramieniem.
-Przepraszam-szepnęłam.- Wybaczysz mi?

<<Narcyza, wybaczysz mi?>>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz