piątek, 15 lutego 2013

Od Isaly - Naprzeciw ciemności cz.2

Poranne promienie słoneczne zaiskrzyły się na moim futrze. Otworzyłam zaspane oczy i przeciągnęłam się. Spojrzałam na wejście do jaskini. Tuż przed nim stała Eatera.
- Ruszamy. Każda chwila zwłoki oddala nas od artefaktu - powiedziała
Wstałam i wypiłam wodę z kamiennej miski.
- Eatero, najpierw powiadomię alfę. Musi wiedzieć, że nie będzie mnie przez kilka dni.
- Oczywiście. Będę tu na ciebie czekała.
Po chwili byłam już w jaskini basiora.
- Hej, James – przywitałam się
- Cześć, Isaly
- Nie będzie mnie przez kilka dni
- Hmm… Okey. Jeśli można wiedzieć, gdzie się wybierasz?
- Nie czas teraz i miejsce, by o tym rozmawiać. Przyjdzie jeszcze czas, gdy wszystko ci opowiem – po tych słowach ruszyłam ku wyjściu z jaskini.
Będąc prawie na zewnątrz, obróciłam się.
- James, na wszelki wypadek przygotuj wojowników – rzekłam poważnie.
Alfa był zdziwiony, ale nie pytał o nic więcej. Wróciłam do mojej towarzyszki.
- Jestem gotowa. Możemy ruszać w drogę.
Weszłam na grzbiet Eatery i wygodnie się usadowiłam.
Smoczyca wzbiła się w powietrze. Światło odbijało się od jej perłowo-białych łusek. Po chwili złapałyśmy wiatr i nabrałyśmy prędkości. Powietrze przygładziło moje puszyste futro do ciała.
~ Ile powinna zająć podróż? – zapytałam towarzyszkę w myślach.
Zapewne będziemy porozumiewać się tak przez całą podróż, ponieważ huk, zwykle towarzyszący dużej szybkości, zagłuszał wszystko.
~Przy sprzyjającej pogodzie dotrzemy tam jutro.
Zaczęłam przyglądać się krajobrazowi roztaczającemu się w dole. Smoczyca leciała bardzo szybko – znajome tereny zostały daleko w tyle. Pod nami rozciągała się puszcza. Z tej perspektywy wyglądała jak wielki, zielony, puszysty dywan ciągnący się po horyzont.
Umiejętność latania bardzo się przydaje Sama pewnie pokonywałabym ten las przez kilka dnie, jeśli nie tygodni.

***
Obudziłam się. Nie wiem, kiedy zasnęłam, aczkolwiek byłą już noc. Nade mną widniał srebrzysty księżyc. Coś się zmieniło. Zapach. Czuć w nim było… Wodę morską. Spojrzałam w dół.
Pode mną znajdował się bezkresny ocean. Eatera leciała nisko, niemalże dotykając podbrzuszem wysokich fal.
~Eatero, gdzie jesteśmy?
~Nad Oceanem Indyjskim. Za kilka godzin wstanie słońce. Wtedy powinnyśmy być u celu.
Przez resztę podróży towarzyszka opowiadała mi o krainie smoków. Byłam tym tak zafascynowana, że nie zauważyłam, kiedy masa wody pode mną zamieniła się w dżunglę.
~ Jesteśmy na miejscu – powiedziała smoczyca.
Zaczęła zbliżać się do koron drzew, szukając dogodnego do wylądowania miejsca. Po chwili jej łapy dotknęły ziemi.
Zsunęłam się z grzbietu mojej przewodniczki i przeciągnęłam się. Całą podróż spędziłam w praktycznie jednej pozycji, toteż musiałam rozprostować zdrętwiałe kończyny.
- Nie widzę w tym miejscu nic szczególnego – powiedziałam na głos
- Resztę drogi będziesz musiała przejść sama – po tych słowach smoczyca zniknęła w medalionie na mojej szyi.
- Świetnie – mruknęłam pod nosem.
Ruszyłam między drzewa. Podłoże pod moimi łapami nasiąknięta było wodą, która parując tworzyła lekką mgiełkę.
Przez kilka następnych godzin wędrowałam po dżungli. Nie czułam, że się zgubiłam, wręcz przeciwnie – byłam pewna, że idę we właściwym kierunku. I miałam rację

C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz