piątek, 15 lutego 2013

Od Lany - Walentynki (wieczorem)

Weszłam do jaskini.Nie wiedziałam o czym najpierw pomyśleć,a co tym bardziej najpierw zrobić.Było już późno,więc miałam godzinę na załatwienie wszystkiego.Zakradłam się do osady ludzkiej.Znalazłam ludzkie perfumy i je zwędziłam.Potem znalazłam jeszcze gdzieś indziej i zwędziłam takie coś z kokardką i sercem,co nazywają misiami.Zaniosłam to do jaskini i zaczęłam się przygotowywać.Zostało mi 15 minut.Usiadłam przed lodową toaletką i wyperfumowałam się.Pachniało trochę jakby...dzikimi różami.Potem zapakowałam tego jak mu tam ,,misia".Pozostało czekać.Atos przyszedł po mnie punktualnie.Zabrał mnie gdzieś,nie do końca wiem gdzie.Miejsce było pięknie urządzone.Trochę się bałam,że będę ciągle spięta,ale wszystko poszło świetnie.Śmialiśmy się nawzajem ze swoich żartów,dużo rozmawialiśmy i zachowywaliśmy się jak prawdziwi przyjaciele.Ciekawe,czy on czuł coś więcej.Tak jak ja.On wręczył mi kwiaty,a dokładnie dzikie róże,którymi pachniałam(a raczej śmierdziałam),a ja dałam mu tego niby ,,misia".
Kiedy zrobiło się naprawdę późno oglądaliśmy gwiazdy.Atos zapalił taki jakby krąg z ognia,dzięki któremu było ciepło i odpowiednio do chwili jasno.Nagle poczułam jakiś przypływ energii.Jakbym przestałą nad sobą panować.Musiałam wyznać swoje uczucia...
-Atos...
-Tak?
Zbliżyłam się do niego.
-Atos ja...
Nie mogłam dalej mówić.Mój czyn przemówił.Pocałowałam go.Trwało to kilka sekund.A on się...nie stawiał.

< Atos?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz