czwartek, 14 lutego 2013

Od Modesty - Walentynki

No i nadszedł ten dzień! A dokładniej walentynki. Te nie były takie zwykłe...Miałam je, z kim spędzić! Mój ukochany, Asesino lubi długo pospać, więc stałam przed zachodem słońca. Było jeszcze ciemno ale nie stało mi to na przeszkodzie. Zależało mi na czasie. Kilka dni przed wybrałam się do zaprzyjaźnionej watahy sąsiadającą z naszą, skierowałam się do alfy i uzgodniłam kilka szczegółów.
Rano o ustalonej godzinie, na granicy naszych terenów czekał już na mnie wilk z żywiołem kamienia poszliśmy razem w wyznaczone przeze mnie miejsce. Nad miejscem zastanawiałam się długo, tego dnia każdy szczegół był istotny. Miejsce musiało być wyjątkowe, w naszej watasze mamy wiele par, głupio by było gdyby kilka par akurat urządziło romantyczną kolację w tym samym miejscu. Chciałam, żeby miejsce było wyjątkowe i nietypowe. Zdecydowałam się na mało uczęszczane miejsce a mianowicie zachodni brzeg jeziora.
Wracając do wilka… Poprosiłam go by umieścił na środku wielki płaski kamień a od niego odprowadził mniejsze prowadzące do brzegu. Utworzyła się pewnego rodzaju ścieżka na środek jeziora. Podziękowałam wilkowi i zabrałam się za przygotowywanie jedzenia. Samo się nie upoluje i nie znajdzie. Wyspa Filamissy słynęła ze swojego "bogactwa" przysmaków.
Wybrałam się na wyspę, postanowiałam, że w walentynkowym menu znajdzą się: małże z pomidorami i chilli, łosoś z szafranem skropiony sokiem z cytryną , coś mocniejszego(%) czyli sok z winogron rosnących na północnym brzegu wyspy. Musiałam się troche wyśilić nad zebraniem wszystkich składników ale udało się. Miałam wszystko. Udałam się jeszcze po cichu do jaskini po miski itp. Na szczęście As jeszcze spał. Następnie wybrałam się w miejsce gdzie miała odbyć się kolacja przygotowałam jedzenie, uwędziłam łososia dzięki mojemu żywiołowi(magii) Gdy wszstko było gotowe utworzyłam bańkę włożyłam do niej jedzenie a następnie moją "lodówkę" przyczepiłam za pomocą glonów do dna. Jedzenie dzięki temu zostanie świerze. Rozłożyłam na największym kamieniu koc z owczej wełny a na nim poustawiałam talerze i miski. Rozsypałam płatki róż po kamieniach. A na jezioro puściłam liście lili w kwiatach umieściłam małe płomyczki, tak by przypominały świece.
Zorientowałam się, że jest już dawno po wschodzie słońca. Spojrzałam jeszcze raz na stół, poprawiłam kwiaty w wazonie i pobiegłam do jaskini . Asesino był już na łapach:
-Dzień dobry śpiochu!- podbiegłam do basiora i pocałowałam go
-Dzień dobry skarbie-obdarzył mnie promiennym usmiechem- Gdzie byłaś?
-Em.. Byłam, byłam pobiegać!- wymyśliłam jakąś wymówkę- Zaraz przygotuję Ci jakieś śniadanko
Przygotowałam posiłek który w swoim towarzystwie zjedliśmy, minęło już południe. Czas by tchnąć życie w mój plan. Wyciągnęłam partnera z jaskini i prowadziłam na teren górzysty. Wdrapaliśmy się razem na najwyższą górę w tych stronach. Na czubku "łysej" góry( nie było tam nic oprócz)rosło ogromne, rozłożyste drzewo. Usiedliśmy pod nim. Zaczęliśmy się całować, potem wyciągnęłam zza siebie ostry kamień:
-Po co Ci to?
Ja nic nie powiedziałam, spojrzałam tylko w kierunku pnia drzewa. Asesino zrozumiał chyba o co mi chodzi. Podałam mu kamień a on wydłubał na korzeserce. Potem podał ostre narzędzie służące nam za nożyk mi i napisałam w środku napis: Asesino i Modesta
-Teraz już na zawsze będziemy razem- powiedziałam patrząc mojemu partnerowi w oczy
-Na zawsze…-zaczął mnie całować, czułam się niesamowicie
-Kochanie… -powiedziałam wtulona w basiora
-Tak?
-Mam dla Ciebie jeszcze jedną niespodziankę!
-Jeszcze jedną?
-Tak, chodź za mną.- zaczęło się ściemniać więc akurat bylibyśmy na miejscu gdy będzie już ciemno. Zaciągnęłam go nad jezioro i czekałam na jego reakcję na kolację…


<Asesino i co o tym myslisz? <3>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz