-Less,zrozum to nie była niczyja wina.
-Ach tak!?To przez ciebie mama się zabiła!
-Uspokój się Less,to nic nie da...
-Do licha jak mam być spokojny?!-krzyczał przez łzy.
Usiadłem obok niego i potrząsnąłem nim lekko.Opanował się.
-Zrozum,to była jej i tylko jej decyzja.Nikt nawet ty,twoja siostra lub nawet ja nie mogliśmy nic zrobić...
-Mogłeś!Mogłeś ją wybrać jako partnerkę życia!
-Less ty słyszysz co mówisz?-powoli traciłem nerwy.-Nie kochałem jej,była dla mnie przyjaciółką.Dla mnie liczy się Nirvana i basta...
Odskoczył ode mnie i uciekł.Westchnąłem ciężko i skierowałem się do jaskini z ranną siostrą.Po głowie krążyły mi różne myśli...
Czemu akurat to na nas Shila się uwzięła i wmówiła,że jej dzieci są moje?!Sama poszła sobie z jakimś basiorem do łóżka...Po prostu w głowie się nie mieści.A tu jeszcze Less twierdzi,że to moja wina,że jego matka pozbawiła się życia.*holera,to rzeczywiście zasrane życie jak to mówił Lucas.Ciekawe co z nim i Omegą bo słyszałem,że dorobili się szczeniąt.
W końcu dotarłem do Emi przy której był padnięty Sauron.Nie,padnięty to złe wyrażenie zważając na jego stan.Biedak nie spał chyba kilka nocy czuwając przy Emi.Była też Hope i Desoto,którzy najwyraźniej ją odwiedzili.
Po kilkunastu minutach wyszedłem od Emi i wróciłem do Nirvany.Nagle pojawił się Less....
<Less?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz