Byłem w tej watasze od kilku dni. Na razie mnie nikt nie znał. I dobrze. Bardzo dobrze. Nie lubiłem innych. Siedziałem sobie w cieniu drzew, kiedy podeszła do mnie jakaś neonowa wadera.
-Hej, jestem Toxic. Jesteś nowy, prawda? Ja też.-zaczęła trajkotać jak najęta. Za jakie grzechy?
-E.. No to pa, bo wiesz, ja mam mnóstwo zajęć i..-próbowałem się wykręcić.-Dobra, nie ma co owijać w bawełnę. Spier**alaj stąd!
-Ej! Kultury trochę!-powiedziała. I sobie poszła. Uff..!
-Ale jej dowaliłeś.-powiedziała KOLEJNA (XD) wadera. No co jest?!
-Tobie też dowalę jak się nie odczepisz-warknąłem.
-U.. Ktoś jest w złym humorze...-mruknęła przysiadając się do mnie.- Ja się ciebie nie boję.
-A powinnaś.-przyjrzałem się jej badawczo.-Skoro się mnie uczepiłaś, to chociaż mi powiedz jak masz na imię, zołzo.
-Iblis.-odparła.
-Mhm. A ja Avonell.
-Opowiesz mi swoją historię?-zapytała z nadzieją.
-Nie.
-No proszę.
-Nie.
-Błagam!
-Nie!-warknąłem.- Upierd**wa jesteś, wiesz?
<< Iblis? >>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz