Szłam sobie spokojnie po jakieś zioła.Chciałam stworzyć miksturę na wieczność.Prościej mówiąc na nieśmiertelność.Musiałam zdobyć skrzek żaby,pokrzywy,woda ze źródła i wiele innych roślinek.Miałam już pokrzywy i wodę.Schowałam to wszystko do torby,którą uszyłam.Jak wcześniej mówiłam,szłam sobie spokojnie.Nagle usłyszałam kłótnię tej nowej wadery z jakim basiorem.Podeszłam po cichu.Jednak oni już się ''rozstali''
-Ale jej dowaliłeś.-powiedziałam. -Tobie też dowalę jak się nie odczepisz-warknąłem. -U.. Ktoś jest w złym humorze...-mruknęłam przysiadając się do niego.-Ja się ciebie nie boję. -A powinnaś.-przyjrzał mi się badawczo.-Skoro się mnie uczepiłaś, to chociaż mi powiedz jak masz na imię, zołzo. -Iblis.-odparła. -Mhm. A ja Avonell. -Opowiesz mi swoją historię?-zapytałam z nadzieją. -Nie. -No proszę. -Nie. -Błagam! -Nie!-warknąłem.- Upierd**wa jesteś, wiesz? -Wzajemnie gn**u!-krzyknęłam. -Ty k***o!-zawołał i rzucił się na mnie.Ja go zatrzymałam umysłem.Nie wiem jak to zrobiłam. -Tego chcesz?!-zapytałam patrząc mu prosto w oczy. -Nie! -To masz szczęście! Odstawiłam go na ziemię.To wszystko działo się za sprawą mojego umysłu...niesamowite... -Zdychaj sam!-krzyknęłam i poszłam. -Zaczekaj! -Czego chcesz jeszcze?!Może oczekujesz czegoś z mojej strony?! -Nie...Przepraszam za to... -W porządku...Może gdzieś pójdziemy? < Avonell,dokończysz? | |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz