sobota, 2 marca 2013

Od Asesina

[To opowiadanie to wyjątek!]

Od kilku miesięcy staramy się z Modzią o dziecko. Nie wiem jak to działa... Z tego co słyszałem to większość par zachodziła w ciąże już po 2-3 razie. Może... może... to moja wina? Jestem bezpłodny? Nie... To niemożliwe, chodź jak inaczej wyjaśnić brak potomstwa. Modesta na 100% jest płodna, bo sprawdziliśmy to już u medyków. Niestety na moje badania nie starczyło już czasu, bo lekarze musieli się zająć leczeniem Shili (ona jest chyba stałą pacjentką xd). Z każdym dniem czuliśmy się coraz gorzej, Modesta dostawała już migreny od tego wszystkiego + kilka dni temu zjadła chyba coś zepsutego, bo wymiotuje jakby miała grypę żołądkowo-jelitową. Dzisiaj postanowiliśmy pójść do medyków z W.W.Ł., bo oni znają się na rzeczy.
Przed lecznicą (jaskinią medyków) spanikowałem. Bałem się, że jednak jestem bezpłodny.
- Nie martw się As... - mruknęła Modesta. - Wszystko będzie dobrze.
- Dzięki, ale ja i tak będę wiedzieć czy mnie okłamują. Moc czytania w myślach zawsze się przydaję. - po tych słowach weszliśmy. Mojej partnerce kazano wyjść, a mi położyć się na jakimś szkle. Potem jeden z medyków (podobno miał żywioł życia) przytrzymał łapy nad moim tułowiem i coś tam szeptał. Cały zabieg trwał tylko 15 min.
- I jak? - spytałem gwałtownie mrugając oczami, bo trochę oślepiło mnie światło którym przede mną migał.
- Wszystko dobrze. - odparł, ale ja wyczytałem z jego myśli co innego.
- Skoro jesteś medykiem musisz mówić prawdę. Powiedz.
- Ech... Jesteś w 70% bezpłodny. - właśnie tego nie chciałem usłyszeć.
- Dzięki. - szepnąłem i ruszyłem do Modesty. Ona czekała przy wejściu.
- I co? Jesteś płodny, czy nie?
- W 70% bezpłodność. - odezwałem się po chwili ciszy. Nie czekaliśmy długo, by wrócić do siebie. Na granicy oby dwu watah z Modestą coś zaczęło się dziać.
- As... Boli... U.... - jęknęła Modesta.
- Gdzie Cię boli? - zapytałem przytulając ją.
- Tu. - wskazała na brzuch i zwymiotowała krwią (na mnie niestety xd). Natychmiast wziąłem ją na łapy i wróciłem do tych medyków. Oni powiedzieli, że pod żadnym pozorem nie mogę czytać im teraz w myślach, bo to ich rozproszy i moja partnerka może umrzeć. Po ok. 3 godzinach pozwolili mi do niej wejść.
- Kochanie, co Ci jest? - zapytałem ze łzami. Ona też płakała, ale chyba ze szczęścia.


<Modziu, żyjesz?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz