Ta mała Alyssa była troszkę dziwna. Cały czas wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami. Rozumiem... Jestem przystojny, ale to dopiero noworodek. Gdy Omega zabrała ją, a Lucas Fressie od razu zaczęła płakać. Nie zwracałem na to uwagi, bo Youka zaczęła ronić mi opatrunek.
- Wygnij tę łapę taaak. O właśnie. Będzie mi wygodniej. - powiedziała.
- Tia... Tobie wygodniej, a mi zaraz kości wyskoczą. - szepnąłem arogancko.
- Ech... Szkoda, że w pracy medyka muszę być miła dla chorych.
- Ech... Szkoda, że jakiś debil we mnie wpiep... - znów się zaciąłem, bo Omega wróciła się z nadal płaczącą Alyssą. Poprosiła mnie, abym ją przytulił i i nie wypadało odmówić więc pogłaskałem ją po głowie. Najdziwniejsze jest to, że... Natychmiast przestała płakać. Trochę mnie to zdziwiło, ale cóż... Dzieciaki mają różne upodobania.
- To było dziwne. - powiedziałem na głos, a mała znów się na mnie gapiła O.O - Omega... Zrób coś z tym dzieckiem.
- Już idziemy, idziemy. - powiedziała i poszły.
- Ale jesteś uczuciowy. - westchnęła ironicznie medyczka.
- Mogłabyś przestać komentować mój zajeb*sty charakter i zaczęła mi bandażować łapę?
- Już skończyłam. - fuknęła.
- Do dobrze. Idę potrenować. - oświadczyłem i pobiegłem do lasu.
~do lasu~
W lesie wziąłem się ostro za trening. Te szczeniaki przypomniały mi o bólu z młodości. Nie to, że jestem teraz stary, ale... Wiecie o co chodzi. Oby dwie były białe jak moja siostra. Fressia miała również inne kolory, ale biel to główny kolor. Znów przypomniał mi się ten ból... Gdy widziałem jak rozrywają moją ukochaną siostrzyczkę na kawałki... Te wszystkie wspomnienia wywołały u mnie nieopanowaną wściekłość. Zacząłem walić w drzewa pięściami z niespotkaną do tej pory u mnie siłą. Poczułem jak znów coś przejmuje nade mną kontrolę... Straciłem świadomość.
Nareszcie odzyskałem wolną wolę. Wstałem otrzepałem się z... kory? Rozejrzałem i o mało nie polałem się ze śmiechu. Wszystkie drzewa, które były wokół mnie przed treningiem teraz leżą wyrwane z korzeniami x'd
- Zajeb*ście... Jestem zajeb*sty... - mówiłem.
- Nie jestem taka pewna. - usłyszałem głos "szanownej" alfy.
- Wypieliłem chwasty. - uśmiechnąłem się wrednie.
- Zaraz to ja Ciebie wypiele! - warknęła podchodząc do mnie przy okazji zamrażając glebę pod sobą.
- Oj... Nie ładnie tak zamrażać naturę. - zachichotałem rozmrażając ją. - Nie tylko ty masz żywioł lodu.
- COŚ TY DO CHOL*ERY ZROBIŁ!?
- Ja? Trenowałem! Nie moja wina, że te drzewa takie liche, albo że mam taką siłę. - potem zacząłem się kłócić z "panią alfą". Na koniec konwersacji kazała mi opiekować się szczeniakami w ramach prac społecznych -.- Do tego szczeniakami Omegi, bo ona i Lucas potrzebowali niańki, a wszystkie są już zajęte.
- Ale czemu ku*wa szczeniaki? - warknąłem.
- Nie podnoś głosu!
- Będę podnosić, gdy mi się zachce! Chyba Skay nie nauczyła Cię, że szanuje się starszych. - zadrwiłem podnosząc brew.
- Ach... Jedno z tym. Szczeniaki dlatego, że nic innego nie mogę Ci powierzyć, a właśnie potrzebuję niańki.
- To sama do chole*ry niańcz te bachory.
- Chętnie, ale mam ważniejsze sprawy na głowie jak np,; Posprzątanie tych drzew, spalenie ich i zasadzenie nowych!
- Ja mogę to zrobić.
- Nie! Ty masz zająć się dziećmi! To moje ostatnie słowo! - postanowiłem się dłużej z nią nie spierać więc odszedłem krzycząc.
- IDIOTKA! - teraz mi ulżyło ^______________^.
~do jaskini Omegi i Lucasa~
Stałem przed jaskinią obrońców (dziwnie się złożyło, że mają ten sam zawód) i czekałem, aż ktoś w końcu do mnie wyjdzie. Pukałem i pukałem, ale nic.
- PUK! PUK! - wydarłem się w końcu. Wyszła Omega.
- Nie drzyj się tak. Czego chcesz?
- Nirvana przysłała mnie jako opiekunkę do dzieci. - powiedziałem bez entuzjazmu.
- Ciebie?! Chyba sobie żartujesz.
- A wyglądam jakbym żartował? - zapytałem znów unosząc jedną brew. - Daj mi WSZYSTKIE instrukcje.
< Omega, dokończ>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz