Po prostu zamurowało mnie gdy Derek powiedział to co powiedział. Nie byłam pewna, więc poprosiłam go by chwilę jeszcze postał przed jaskinią, choć wiedziałam że jest już bardzo zniecierpliwiony. Pewnie chciał mieć to już za sobą. Odwarknął coś, a ja poszłam poszukać Nirvany. Po parunastu minutach spotkałam ją. Obok leżały jakieś powyrywane drzewa.
-Nirv, czy to prawda, że Derek ma się zająć moimi dziećmi? -To są prace społeczne, a wiem że dzisiaj musisz iść a pogrzeb do swojej rodzinnej watahy. -Aha... No to dzięki. Wróciłam się i nie mając wyboru wpuściłam Dereka do jaskini. -Cześć.-powiedział Lucas-Co tu robisz? -On będzie opiekował się naszymi dziećmi. To jego praca społeczna... -CO?!-krzyknął mój partner. Derek wyraźnie zdenerwowany przemówił: -Ja też nie chcę, ale muszę! Dajcie mi jakieś instrukcje, to nic nie spapram! Gdy uspokoiłam oboje basiorów, zostawiłam dla "opiekuna" listę rzeczy do zrobienia + "małą" instrukcję. Mina mu zrzedła. No ale nie mógł się nie zgodzić. Uśmiechnęłam się do niego, a następnie podeszłam do moich córek. -Aly, Fresia, rodzice muszą gdzieś iść. Ten pan zostanie z wami. Bądźcie grzeczne. Nie wiedziałam czy mnie co nieco rozumieją, ale Lucas wziął mnie pod łapę i ruszyliśmy na tereny WWŁ, czyli mojej rodzinnej watahy. Musiałam uczestniczyć w pogrzebie zasłużonego medyka, a basior był mi do towarzystwa. Przy okazji pozna moją rodzinę. Ze szczeniakami wybiorę się kiedy indziej. -----2 godziny później----- Już po całym wydarzeniu. Na pogrzebie byliśmy godzinę, potem odwiedziliśmy moją rodzinę. Lucas wywarł na nich dobre wrażenie, a moi rodzice już nie mogą się doczekać aż ujrzą swoje wnuczki. No właśnie, ciekawe co u nich... Dotarliśmy do naszej jaskini. Derek siedział oparty o ścianę, a małe wadery spały na kocu, który przyniosłam od ludzi. Bardzo mnie interesuje, jak basior poradził sobie z opieką nad dziećmi... < Derek, jak ci poszło?> | |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz